Przejdź do głównej zawartości

Posty

Media bez wyboru.

" Ciemność ! Widzę ciemność. Ciemność widzę .. ." Cytat ów pochodzi oczywiście z kultowego filmu Juliusza Machulskiego "Seksmisja". Podobną ciemność ujrzałem i ja w ostatnią środę, czyli 10 lutego w telewizorni. A w radio powtarzający się ten sam komunikat traktujący o ciemności w eterze i na niektórych portalach w Internecie mrok dało się zobaczyć. Oczywiście rządowe stacje TV i równie rządowe rozgłośnie działały jak zwykle (kolega mi mówił, bo sam nie sprawdzałem), ale wszyscy inni solidarnie powstali ramię w ramię niczym lud wyklęty. Stanąć chciałem i ja, na baczność nawet, niczym nastolatek na widok młodej nauczycielki wchodzącej w mini do klasy, zasalutować chciałem patriotycznie jak jakiś wyklęty, ale przypomniałem sobie, że salutować nie wolno jak się nie ma czapki z orzełkiem w koronie lub ostatecznie bez korony też. Bo to co za salut do łba samego, nigdy nie wiadomo czy on pusty czy pełny, a już czapka czy hełm z godłem niezależnie od tego na jakiej zawart...

Dziewczynka z zapałkami.

W duńskim mieście Ribe znajduje się muzeum o nazwie Ribes Vikinger, prezentujące niewątpliwie nie tylko wikińskie pochodzenie miasta, ale ogólnie całą jego historię. Jedną z ciekawostek muzeum jest sala poświęcona czarom i czarownicom. Jej główną bohaterką jest Maren Spliid, niewiasta mająca niebywałego pecha. Ten pech polegał głównie na tym, że urodziła się w szesnastym wieku, czyli czasach jeszcze mocno zacofanych, co ostatecznie doprowadziło ją na stos, na którym spłonęła. Jak mówią annały historii Maren była żoną bogatego miejskiego krawca, co wszakże samo w sobie przestępstwem nie było nawet dawno temu. Niestety, zgodnie z przekazami była kobietą pewną siebie, prowadziła własny intratny biznes czyli karczmę, miała podobno cięty język i nie dawała sobie w kaszę dmuchać, co nawet w dwudziestym pierwszym wieku dla wielu jest oznaką, iż kobietę (winną wszak żyć w skromności oraz w cieniu mężczyzn - panów tego świata) niechybnie opętał szatan i jak nic została czarownicą zagrażającą sp...

Sto lat za Polakami.

  W Afryce podobno od niedawna funkcjonuje powiedzenie: być sto lat za Polakami. Oznaczające oczywiście zacofanie, bycie głęboko w białej dupie - tak głęboko, że nie dochodzi tam już żadne światło. Dokonujemy ostatnio jako społeczeństwo zbiorowego uwsteczniania się, nie bez oczywiście pomocy życzliwych, manipulujących faktami na rozkaz obecnie nam miłościwie panujących. W czasach zaborów, w części Polski, którą okupowała Rosja śpiewano hymn sławiący cara. Hymn ów rozbrzmiewał najczęściej w miejscach, które w tamtych czasach były odpowiednikiem dzisiejszego internetu - czyli w kościołach, bo te gromadziły w jednym miejscu i w jednym czasie najwięcej ludzi. Nie licząc oczywiście powstań narodowych, bo szarże z szabelką w samej koszuli na armaty czy czołgi mamy wpisane w genotyp i nikt nie będzie nam mówił jak masowo mamy słodko za Polskę umierać. Tak oto sprytny car nieinwazyjnie, stopniowo, acz skutecznie ogłupiał swoich przymusowych poddanych, niespecjalnie się przy tym pocąc czy t...

Płodozmian.

 Jakiś czas temu Aszdziennik zajmujący się wymyślaniem i publikowaniem fałszywych, acz często kontrowersyjnych informacji ogłosił całkiem uczciwie i niefałszywie, że coraz trudniej jest redaktorom Aszdziennika pełnić swoją "fejkową" misję, bowiem konkurencja ze strony rządu PiS w tworzeniu kretyńskiej rzeczywistości i jeszcze bardziej kretyńskich informacji jest zdecydowanie zbyt mocna. Przypomniało mi to, jak czasami we własnym mniemaniu na wyrost opisywałem czekającą nas przyszłość, wieszcząc mniejsze lub większe apokalipsy życia obyczajowego i społecznego. Dłubiąc w nosie oraz bujając w chmurach dwóch rzeczy nie przewidziałem (na pewno nie przewidziałem ich jeszcze więcej, więc spokojnie, wszystko przed nami): koronawirusa, który niespodziewanie i błyskawicznie w znacznym stopniu wywróci znany nam świat do góry nogami oraz rządów idiotów w Polsce, którzy wywracają nasz świat do góry nogami od dłuższego czasu zupełnie bezkarnie. No może gwoli ścisłości pierwszą wygraną PiS ...

Matka Boska nam pomoże.

 "Matka Boska nam pomoże, bo ją bardzo dobrze znamy, biskup śpiewa, a chłop orze, Amerykę przeganiamy...". To oczywiście fragment "starej" już piosenki Big Cyca pod znamiennym tytułem "Polacy". Pasuje jak ulał do ostatniej wizyty Sanepidu na Jasnej Górze. Jak podają media główny Inspektor Sanitarny wraz z delegacjami poszczególnych stacji sanitarno- epidemiologicznych postanowili się udać na Jasną Górę, by wymodlić u Matki Bożej ustanie pandemii i siły do dalszej służby społeczeństwu.  Szczerze mówiąc, czy też pisząc nie mam zielonego pojęcia skąd taki pomysł u głównego Nadszyszkownika Sanepidu. To znaczy ogólnie jakoś tam z grubsza rozumiem potrzebę niektórych jednostek do posiadania wyimaginowanego przyjaciela z którym rozmawiają, powierzają mu swoje sekrety czy też modlą się do niego w różnych sprawach. Nie rozumiem natomiast oczekiwania, że akurat w tej sytuacji, owa Matka Boża zareaguje pozytywnie na wznoszone petycje, skoro nie reagowała podczas osta...

Człekokształtne.

W Polsce już tak jest, że im mniej ktoś wie, tym chętniej się wypowiada, zwłaszcza w dziedzinach o których nie ma zielonego pojęcia lub, które go kompletnie nie dotyczą. Przypadłość ta jest niezależna od przynależności do jakiejkolwiek grupy zawodowej, społecznej czy intelektualnej, choć jak chyba słusznie podejrzewają wnikliwi obserwatorzy, jest mocno zależna od poziomu i jakości wykształcenia.  I tak lekko tylko parafrazując w istocie przeznaczenia słów pana Kubę Sinkiewicza z Elektrycznych Gitar: rodzą się szajby małe i biedne, karmię się nimi i karmić będę. Objawił się nam bowiem kolejny sukienkowy myśliciel ambonowy, czyli nijaki biskup Zawitkowski, który to w ramach obelgi jak mniemam, teatralnie podczas kazania w kościółku zapytywał zaocznie i domyślnie niejaką Margot słowami: "Zbrodniarzem jesteś czy bohaterem? Ocalasz czy gubisz Pospolitą Rzecz? Tak miś się odczłowieczył? Czyżbyś zszedł do rzędu człekokształtnych?".  Z jednej strony uznać trzeba, iż biskup będący...

Święto Fotografii.

 "Ujrzeć ją nagą chęć we mnie najszczersza, Podszedłem: Proszę, pozuj mi do wiersza." Jak udowadnia powyższa fraszka, autorstwa Jana Sztaudyngera nie aparat czyni fotografa, lecz afirmacyjna postawa podejścia do życia - co według opisu mistrza Sztaudyngera cechowało jego samego jak i jego twórczość. Niemniej dziś 19 sierpnia z okazji Święta Fotografii przybliżyć chciałbym na szybko historię tej dziedziny sztuki i moment wkroczenia aparatów pod strzechy.  Jak wiadomo, ludzie od wieków posiadali potrzebę uwieczniania obrazów, upływającego czasu, zapisywania w ten sposób historii. Zaczęło się oczywiście od rysunków naskalnych, niesłusznie nazywanych prymitywnymi czego dowodem jest Picasso, Nikifor czy Ernst. Potem bywało też różnie, poprzez koszmarki średniowiecznego malarstwa sakralnego i renesansowo barokowe kiczowate jelenie na rykowisku czy wyfiokowane aniołki z gołymi półdupkami, aż po wiek XIX kiedy Francuz Joseph Niépce przy pomocy asfaltu syryjskiego utrwalił po raz pier...