Jak wiadomo, pewien pomarańczowy gość z białej chatki w Waszyngtonie jeździ palcem po mapie i paznokciem po niej drapie, żeby wymazać nazwy, które mu się nie podobają, a w ich miejsce wpisać swoje. Żeby być sprawiedliwym trzeba przyznać, że w swojej megalomanii jest dosyć powściągliwy, gdyż jeszcze niczego, poza oczywiście wieżowcem, który sobie wybudował, nie nazwał swoim nazwiskiem. Ale kto wie, może to sprawa rozwojowa, zostało mu wszak jeszcze 2 lata beztroskiego studiowania mapy i spełniania w ten sposób obietnicy wyborczej czyli mejk Aerika grejt egein. Czy jak to się tam w tym ich języku pisze. Nic to, że gospodarka leci w dół, że paliwo leci w górę po tym, jak łomot pierwszej armii świata spuszczają goście w turbanach. I nic to, że jego kraj traci sojuszników i przyjaciół w tym samym tempie co znikają snusy z pudełka Nałruskiego. Pomarańczowy bez mrugnięcia okiem chodzi dalej napuszony jak paw i pogdakuje na oponentów. W tych okolicznościach jeszcze jeden cios jego nadętej...
Kapela Myslovitz nagrała swojego czasu kawałek o tytule Koniec lata. Nie oni jedyni oczywiście z powodu mocno odczuwalnej nostalgii kończących się wakacji i ciepłych dni popełnili utwór liryczny o tej właśnie porze roku, ale u nich chyba jako u jedynych przemycona w tekście została treść traktująca o trudach rodzicielstwa i radości dorosłych z powodu końca letnich ferii. A idzie to mniej więcej lub nawet dokładnie tak: "...stoję tu jakiś czas, bo ktoś wystawił mnie za drzwi, niczym zużyty płaszcz, zapach wypłucze wiatr, nie patrzysz..." Czujecie to? Niby utwór niezbyt wesoły, melancholijny, gęsto podlany ciężkim basem, powinno być słuchaczom smutno. Ale zza tych linijek przebija się przecież drugie dno - radość rodziców, że wreszcie będą mogli odetchnąć. Czasy podstawówki i liceów moich dzieci mam już za sobą, ale wciąż jako żywo pamiętam tę cudowną ciszę w domu jaka nastawała we wrześniu. Tę lekkość spokoju i swobodę dysponowania wszystkimi wolnymi chwilami jakie się tak r...