Zakończona dopiero chwilę co fenomenalna i zaskakująca zbiórka kasy w Polsce pokazała, jakim potężnym i pożytecznym narzędziem może być Internet i ile może nieść ze sobą dobra i bezinteresownej ludzkiej empatii. Niestety na co dzień zazwyczaj to narzędzie służy innym celom. Mowie nienawiści, oglądaniu sprośnych filmików, poszukiwaniu głupich rozwiązań z prostych sytuacji i przepieprzaniu czasu na głupoty tak wielkie, że aż nieśmieszne. Ostatnimi laty odkąd pojawiło się i jest doskonalone wciąż ejaj, korzystanie z sieci polega również na zmuszaniu sztucznej inteligencji do odrabiania lekcji, pisania raportów, opowiadań, prac magisterskich i takich tam esejów i innych form literackich. Oraz coraz częściej pomaga ludziom wymiksować się z realnego świata, a dokładniej z codziennych problemów związanych ze związkami, relacjami międzyludzkimi, uczuciami i odpowiedzialnością i wszystkim tym co wiąże się z życiem jako przejawem współistnienia w społeczeństwie. Ostatnie sondaże z USA i Wielkiej Brytanii są dla naukowców alarmujące: odpowiednio 63% i 46% społeczeństwa w tych krajach uważa, że sztuczna inteligencja może potencjalnie zastąpić prawdziwe relacje, a w wielu przypadkach to się już dzieje, zwłaszcza wśród młodych dorosłych oswojonych z technologią, którzy deklarują mniej lub bardziej zażyłe "związki partnerskie" z Chatbotami. Wśród ankietowanych w kontekście sztucznej inteligencji padały całkiem poważne sformułowania o randkowaniu, zakochiwaniu się, miłości. Według naukowców badających to nowe zjawisko pojawiają się ostrożne póki co analizy przyczyn takiej personifikacji sztucznego tworu jakim jest AI, ale wszędzie są one podobne: samotność i potrzeba zrozumienia. Pandemia Covid-19 i związana z nią izolacja oraz łatwość komunikowania się przez Internet sprawiły, że ludzkość zmieniła diametralnie dotychczasowy styl życia, oto nagle odkryliśmy, że niekoniecznie trzeba być zwierzęciem stadnym, że można teoretycznie obyć się bez ludzi na dłuższą i metę i nie ma potrzeby dążyć do realnego kontaktu z innymi. Tyle tylko, że jedna pandemia została zastąpiona przez drugą - pandemię samotności, a jak twierdzą psychologowie chroniczna samotność jest równie szkodliwa dla zdrowia co wypalanie codziennie 15 sztuk papierosów. Niestety, wybór jest jaki jest. Po jednej stronie mamy realne kontakty międzyludzkie z całym bagażem jaki to ze sobą niesie: różnice zdań, konflikty, niezrozumienie, humory i dąsy, drwiny i ironia, zdrady czy mniejsze lub większe intrygi. Z drugiej strony natomiast jest AI... Które jest zawsze gotowe wysłuchać, "doradzić" jeśli trzeba, nie miewa gorszych dni, nieproszone nie ocenia, nie zdradza, nie odrzuca. No i sztuczna inteligencja nie obrazi się, kiedy ją wyłączymy, bo jesteśmy po prostu zmęczeni lub mamy ochotę na coś innego. Do tego Chatboty tworzone z myślą o osobach samotnych mają szereg udogodnień pozwalających dostosować je do wyobrażeń użytkownika, począwszy od awatara, poprzez "cechy charakteru", zainteresowania, aż po styl komunikacji. Tak spersonalizowane AI zawsze jest w gotowości, będzie prawić komplementy, pocieszać i dostosowywać się do naszego nastroju, dając złudne wrażenie zrozumienia i wsparcia. W świecie naukowców nie brakuje głosów mówiących o tym, że Chatboty robią dobrą robotę dostarczając ludziom samotnym towarzystwa i wsparcia, co realnie redukuje stres i poprawia samopoczucie, a w niektórych przypadkach nawet pomaga osobom nieśmiałym poćwiczyć rozmowy i pozwala w ten sposób otworzyć się na świat. Niemniej zdecydowana większość świata nauki widzi w tak wykorzystywanym AI zagrożenie: jednostronna projekcja, iluzja bliskości, dewaluacja międzyludzkich kontaktów i uczuć i ostatecznie niemożność późniejszego prawidłowego funkcjonowania w prawdziwym świecie w którym mało kto będzie w stanie dorównać wyidealizowanej sztucznej inteligencji nie posiadającej jakichkolwiek wad. Poza jedną ukrytą - AI nie ma ani prawdziwej świadomości, ani prawdziwych uczuć. Póki co, na szczęście chyba.
A ja z rozrzewnieniem wspominając moje czasy nastoletnie, kiedy nie było sztucznych przyjaciół i gdzie Sabrina pospołu z Pamelą zerkały zalotnie z plakatu nad łóżkiem, przedstawiam wam sesję wykopaną z czeluści archiwalnej, wykonaną na pierwszym i ostatnim jak dla mnie plenerze Serduszko u stóp Śnieżnika. Monika i Marcin. Kto wiedział, że już w 2017 przewidzę pandemię ejaj i znieczulicę jaka zapanuje miedzy ludźmi z krwi i kości.
Stało się. W bogoojczyźnianym mieście znajdującym się bliżej nieba niż wiele innych w naszym kraju, doszło do niepokalanego zbezczeszczenia i obrazy majestatu gór i góralskiej za-dumy. W środku nocy, być może nawet po północy wzięła baba i się rozebrała. Ale nie w chałupie, nie w samochodzie, nawet nie w krzakach. Tylko olaboga centralnie na Krupówkach, na najbardziej znanej i reprezentacyjnej ulicy tatrzańskiej stolicy, gdzie za dnia biały miś chadza własnymi ścieżkami, a stragany odpustowe kuszą oscypkiem, smażoną flądrą i plastikowymi ciupagami sklejanymi małymi chińskimi rączkami, za pół dolara dziennie. Ale tam, że się rozebrała... To nic, bo przecież trzeba słusznie zdaje się założyć, że niejedna Maryna tam z gołą dupą przed swoim rozbójnikiem uciekała, lecz nie nazbyt szybko, żeby w końcu radę dogonić dał. A i niejedna Karyna po kilku piwkach rzycią dyskretnie w przykucu słowiańskim błyskała sikając w cieniu latarni, gdy jej Seba męsko ciałem własnym zasłaniał powidoki innym ucz...












Komentarze
Prześlij komentarz