Przejdź do głównej zawartości

Wacek ci w oko.

 Rząd zarządził. To znaczy w tym przypadku jaki mam na myśli, postanowił znowelizować ustawę o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. A konkretnie to najwięcej rząd zamieszał w kwestii praktyk pseudomedycznych i medycznej dezinformacji. Co to oznacza w praktyce dla zwykłego obywatela? Otóż tak zwany RPP czyli Rzecznik Praw Pacjenta otrzyma prawo do wydawania oficjalnych ostrzeżeń przed szarlatanami i oszustami żerującymi na chorych. Oprócz tego wprowadzony ma zostać zakaz oferowania i promowania metod leczenia niemających oparcia w nauce i medycynie, plus dołożono sporo surowsze kary za podszywanie się pod osoby posiadające wykształcenie medyczne. Dodatkowo RPP będzie mógł podjąć decyzję o zablokowaniu natychmiastowo stron internetowych i profili w mediach społecznościowych promujących niebezpieczne uzdrowienia. Co najważniejsze, Rzecznik Praw Pacjenta uzyska możliwość nakładania kar w wysokości od kilkunastu tysięcy do nawet 2 milionów złotych na osoby lub podmioty oferujące niesprawdzone metody leczenia. 
Oczywiście jak w przypadku każdego zaostrzania przepisów rodzi się obawa, że prawo może być nadużywane, źle interpretowane albo używane niezgodnie z przeznaczeniem. Np. będzie się ścigać babę spod lasu, bo sprzeda syrop z zielonych szyszek mający pomóc na kaszel, a lekarz z dyplomem, który będzie oficjalnie twierdził, że szczepionki to zło, a czapeczka z folii aluminiowej chroni przed kosmitami, będzie beztrosko ignorowany, bo przecież chłopina ma dyplom. Będąc jednak pesymistycznym optymistą i mając świadomość, że ziołolecznictwo jest już w naszym kraju względnie bezpieczne i nie podlega wyjęciu spod prawa, oczyma duszy widzę oto taki lepszy nieco kraj. Kraj w którym żaden klecha już nie odważy się mówić, że woda święcona leczy, salceson wypędza demony, że kawałek gnata nieznanego pochodzenia to uzdrawiająca relikwia, a modlitwa (kierunkowa niczym prefiks do innego miasta, bo świętych jest sporo i każdy jest od czego innego) jest panaceum na choroby wszelakie. Kraj w którym w końcu cudaki w sutannach wrócą tam gdzie ich miejsce - czyli do kościołów, które, jak też mam nadzieję będą wkrótce tylko w skansenach, albo w specjalnych enklawach jak wioski Amiszów czy Mormonów w USA, co osobiście rozumiem i popieram, bo historię i przeszłość trzeba zachować dla przyszłych pokoleń. Choćby po to, by ludzie mieli gdzie się dowiedzieć, jak kiedyś nasz gatunek był zacofany. 
Dlatego też, dla potomnych uważam zachować należałoby wyryte w tytanowych blachach wypowiedzi przedstawicieli tworu zwanego kościołem katolickim. Może nie wszystkie, bo większość z nich jest usypiająca, ale niektóre elektryzują. Głównie zdrowe komórki mózgowe. Jak chociażby niedawna dysputa "katolickiej influencerki" Najjjki (przekonującej w swoich w postach, że seks w ciąży to nie grzech, bo jak się chce to nie ma wybacz, a jakby miało być inaczej, to bóg by tego tak nie wymyślił) z niejakim księdzem Sebastianem Picusiem, który występuje w kontrze i dowodzi, że to jednak grzech i w dodatku obciążony wielkim ryzykiem. Otóż jak twierdzi klecha seks w ciąży jest wykluczony, bo przecież nie służy prokreacji, bo do owej już doszło, więc jest grzeszny sam w sobie jak szatan liżący jajka węża z raju. Do tego takie bzykanko jest zagrożeniem dla płodu. Jakim spytacie? Otóż wedle księciunia w czarnej kiecce, jak płód jest rodzaju męskiego to członek ojca puka go w czoło, co grozi dziecku homoseksualizmem w przyszłym życiu już poza macicą. A jak płód jest rodzaju żeńskiego to męskie przyrodzenie zaglądające do niego z zaciekawieniem powoduje duże skłonności dziewczynki do późniejszego kazirodczego współżycia z własnym ojcem. Niestety Picuś glancuś już nie wyjaśnił jaka forma seksu w trakcie ciąży powoduje, że dorosły ksiądz dobiera się do tyłka ministrantom, ani tego czy miłość kobiety do kobiety jest spowodowana używaniem wibratora w trakcie ciąży czy też seksem oralnym. Choć osobiście mam własne przemyślenia na ten temat. Antropolodzy twierdzą, że miłość w obrębie tej samej płci jest równie stara co cała ludzkość, a do tego występuje naturalnie w świecie przyrody od prawieków. A równolegle archeolodzy bezczelnie twierdzą, że najstarsze dildo ma 28 tysięcy lat (czyli jest 26 tysięcy lat starsze od rzekomego Dżizusa) więc stawiałbym jednak na winę wibratora w kwestii uszkadzania płodu seksem i późniejszych ciągot kobiet do kobiet. Chyba, że w jakiś Pompejach czy oby jeszcze starszych skamieniałych osadach odnajdzie się okaz przedstawiający język niewieści tkwiący w równie niewieściej pochwie. Wtedy poddam reasumpcji swoje podejrzenia. I zażądam wykluczenia z Lex Szarlatan wszystkich tych pseudomedycznych bredni, które głosi od zawsze kościół katolicki, a które póki co podpadają literalnie pod zapisy nowej ustawy. 
Której losy będę uważnie śledzić i kiedy wejdzie w życie nie omieszkam zgłaszać szarlatanów w sutannach. Bo u nich ani wykształcenia, ani rozumu, ani wiedzy. Tylko pęd do otumaniania ludzi, bo tuman prędzej rzuci na tacę, niż ten co ma wątpliwości. 

A na pocieszenie wizualne, póki jeszcze nie podpadam pod ustawę żadną (tego wątku na wszelki wypadek jednak nie rozwijajmy) kilkanaście szalonych kadrów powstałych dawno temu na plenerze Serduszko u podnóży Śnieżki. W tym konkretnym wypadku przy wodospadzie Podgórnej, gdzie kilka osób dało mi się namówić na kąpiel w jakże odmładzającej, lodowatej wodzie.

















Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Porno, porno w Zakopanem.

Stało się. W bogoojczyźnianym mieście znajdującym się bliżej nieba niż wiele innych w naszym kraju, doszło do niepokalanego zbezczeszczenia i obrazy majestatu gór i góralskiej za-dumy. W środku nocy, być może nawet po północy wzięła baba i się rozebrała. Ale nie w chałupie, nie w samochodzie, nawet nie w krzakach. Tylko olaboga centralnie na Krupówkach, na najbardziej znanej i reprezentacyjnej ulicy tatrzańskiej stolicy, gdzie za dnia biały miś chadza własnymi ścieżkami, a stragany odpustowe kuszą oscypkiem, smażoną flądrą i plastikowymi ciupagami sklejanymi małymi chińskimi rączkami, za pół dolara dziennie. Ale tam, że się rozebrała... To nic, bo przecież trzeba słusznie zdaje się założyć, że niejedna Maryna tam z gołą dupą przed swoim rozbójnikiem uciekała, lecz nie nazbyt szybko, żeby w końcu radę dogonić dał. A i niejedna Karyna po kilku piwkach rzycią dyskretnie w przykucu słowiańskim błyskała sikając w cieniu latarni, gdy jej Seba męsko ciałem własnym zasłaniał powidoki innym ucz...

Tyci, tyci.

Podobno ludzki organizm rośnie średnio do 20 roku życia. Potem mówi pas, koniec, wyżej nie da rady, ale kurcze zobacz ile mamy miejsca jeszcze po bokach. I żeby nie było, że to tylko dowcip to ostatnimi laty naukowcy z rożnych krajów (w tym również i Polski) postanowili zająć się kwestią otyłości i to otyłości szczególnej bo tej dotykającej żonatych mężczyzn. No i wyszło im czarno na białym, że tyją oni częściej, szybciej i w większej ilości niż ich nieżonaci rówieśnicy. Co jasno dowodzi kto jest bezsprzecznie winien temu, że faceci po ślubie grubieją. A wszystko się zaczęło oczywiście od Ewy, która sama zeżarła całe jabłko i biedny Adam musiał zjeść tłustego węża i potem nie mógł przejść przez ucho igielne i tak wylądował poza rajem, gdzie Ewa ujrzała jego nagość, której on sam wcześniej nie dostrzegał z powodu zaawansowanej lustrzycy, a jak wiadomo luster jeszcze wtedy u bogu nie było. Czy jakoś tak to szło, dokładnie już nie pamiętam, bo na religię przestałem chodzić dosyć wcześnie ...

Majtki wyklęte.

 Jest taki stary dowcip, mówiący o tym, że kiedyś, żeby zobaczyć kobiece pośladki należało rozchylić majtki, a dziś, żeby zobaczyć majtki, należy rozchylić pośladki.  Natenczas właśnie , dzięki impulsowi słownemu od Pani Zofii przedstawię w miarę zwięźle historię damskich majtek. Historię teoretycznie długą jak pantalony, ale tak naprawdę jeśli chodzi o przedział czasowy to skąpą jak stringi. Wydawać by się bowiem mogło, że kobieca bielizna jest czymś tak oczywistym i naturalnym, że na pewno pierwsze majtki założyła Ewa zaraz po wygnaniu z raju i jedyne co jest w tej historii niejasne to tylko to jakiej były firmy. Tymczasem jak się okazuje nic bardziej mylnego, przez wiele, wiele wieków gacie jako okrycie intymnej części ciała były czymś zarezerwowanym tylko i wyłącznie dla mężczyzn. Taki na przykład żyjący 5300 lat temu na terenach dzisiejszego Tyrolu słynny człowiek lodu Ötzi, oprócz wierzchniej odzieży miał na sobie specjalną skórzaną przepaskę chroniącą genitalia. W XIII ...