"My ssaki mamy instynkt ssania, bo inaczej byśmy nie przetrwali. Nazwa Big Cyc jest więc szlachetna i głęboko humanistyczna” Tak dawno temu znawca języka naszego ojczystego, doktor Miodek wyjaśniał na płycie "Z gitarą wśród zwierząt", kontrowersyjną nazwę tej formacji punkowej, nadając jej nieco oczywiście humorystycznie biologiczny i kulturowy sens. I choć zespół Big Cyc lubię i znam właściwie od ich początków, to dziś nie będzie o tych szalonych chłopakach, ale o cycu, czyli biuście. A właściwie to nawet o biustonoszu, nazywanym przeróżnie (po raz pierwszy słowa "brassier" czyli biustonosz użyto w czasopiśmie Vogue w 1907 roku) i posiadającym tyle różnych odmian, że zwyczajny, pozbawiony fetyszu miłośnik kobiecego biustu nie ma nawet o połowie z nich pojęcia. Tak więc mamy jako taką rozpropagowaną przez Brigitte Bardot bardotkę, potem balkonetkę, braletkę, plunge, full-cup i half-cup, bandeau, T-shirt bra, soft i semi-soft, powiększający push-up i zmniejszaj...
Fotografia niepotrzebna.