Przejdź do głównej zawartości

Posty

Ignacy.

"Tyle znacy co Ignacy" - czyli krótki poradnik o tym jak zostać dyktatorem kieszonkowym w średniej wielkości państewku, bez wzbudzania zbytnich emocji u sąsiadów. Najtrudniejszy oczywiście jest początek. Trzeba się bowiem jakoś dorwać do tej władzy. Prośbą, groźbą, siłą, podstępem, kłamstwem, oszustwem. Nieważne jak, nie liczą się środki, liczy się cel. Trzeba się wspiąć na ten szczyt i już. A dalej to jak na nartach w Alpach - powinno być z górki, gładko miło i przyjemnie. Następny ważny krok to fotel prezydenta. Absolutnie trzeba posadzić na nim jakąś bezwolną miernotę. Niezbyt inteligentną, bo inteligenci czasami myślą i mogą próbować stawiać się okoniem, śledziem czy inną płotką. Jak już mamy to stanowisko obsadzone odpowiednią osobą, to praktycznie drzwi do dowolnego demolowania konstytucji i łamania demokracji mamy szeroko otwarte. Można bez strachu i ryzyka porażki dyktować swoim przydupasom ustawy i uchwały niezgodne ze wszystkim, co do tej pory było wyznacznikiem pra...

Ładna historia

O czym na zlotach motocyklowych, przy brzęczących szklaneczkach czegoś mocniejszego rozmawiają faceci? O motocyklach oczywiście. O kobietach oczywiście. O pracy, o hobby, o makijażu oczywiście... No bo czemu by nie? Brodaci, wytatuowani i pachnący whisky faceci, żadnego tematu się nie boją. Ostatnio więc spierałem się z pewnym Michałem o to, kto wymyślił pojęcie "make- up". On twierdził, że był to polski imigrant Max Factor, czyli Maksymilian Faktorowicz. Ja zaś mając w głowie gdzieś tam głębiej, czytany jakiś czas temu artykuł w tygodniku "Polityka", twierdziłem, że była to polska imigrantka Helena Rubinstein czyli Chaja Rubinstein. Jako, że w dobie Internetu z dostępem do wiedzy nie ma większego problemu, postanowiłem po powrocie ze zlotu kwestię ową "sporną" sprawdzić (słowo sporną specjalnie wziąłem w cudzysłów, żeby ktoś nie pomyślał, że się o to pokłóciliśmy i pobiliśmy, bo takie są mniej więcej wyobrażenia o motocyklistach i oczekiwania wobec nich)....

Einstein seksu.

Spokojnie, nie zamierzam tu wspominać o Casanovie, czy też innych udokumentowanych historycznie nałogowych kobieciarzach. Tylko o pewnym homoseksualiście. Lekarzu. Wizjonerze. Który to, gdyby nie niedouczeni i złośliwi koledzy po fachu oraz jeden kurduplowaty dyktator, mógł skierować naukę o seksualności człowieka na właściwe tory już ponad 100 lat temu. Choć uczciwie trzeba przyznać, że mimo przeszkód próbował. I osiągnął wiele, choć został na długo zapomniany. Nazywał się Magnus Hirschfeld. Doktor Magnus Hirschfeld. Urodził się w 1868 roku w Kołobrzegu, w rodzinie żydowskiego, prowincjonalnego lekarza. Początkowo próbował swoich sił studiując filozofię we Wrocławiu, ale szybko przeniósł się na medycynę i po skończonych studiach otworzył swój pierwszy gabinet w Magdeburgu, w 1894 roku. Tam też pod wpływem dwóch wydarzeń odkrył, że ma misję do spełnienia. W roku 1895 roku pisarz Oscar Wilde został skazany na karę więzienia za "sodomię", oraz jeden z pacjentów Magnusa, pruski ...

Kucnij, kaszlnij.

Polska policja ma dni lepsze i dni gorsze. Tych drugich niestety ma zdecydowanie więcej, co jak przypuszczam było powodem nieodległego tak wcale bardzo, desperackiego kroku głównego komendanta policji, czyli próby samobójczej przy użyciu granatnika. Dowodem na to, że była to próba samobójstwa, w mojej ocenie jest to, że przecież nikt nie może być takim idiotą, żeby odpalić przypadkowo w gabinecie granatnik, chroniony trzystopniowymi zabezpieczeniami... chyba, że się srogo jednak mylę i komendantem został najinteligentniejszy z tej beztroskiej niebieskiej gromady, a myśl ta niestety napawa mnie głębokim przerażeniem, kiedy sobie wizualizuję, jakie umysłowe popłuczyny legalnie biegają z bronią po ulicach. Nie wiem, czy ta organizacja ma jakiś tajny plan, jakieś specjalne wytyczne wypracowane w pocie czoła, ale od wielu lat o dziwo największe "sukcesy" naszych organów porządkowych, są związane z biciem, obezwładnianiem oraz upokarzaniem kobiet. Łamanie rąk uczestniczkom protestó...

Obywatelu zrób sobie dobrze sam.

Wielka Brytania to dziwny kraj z mnóstwem dziwnych pomysłów. Mleko dodawane do herbaty, fasolka na śniadanie, Brexit i wiele wiele innych. Ostatnio do tego zestawu dołączyła propozycja nowej przerwy w pracy. Na masturbację konkretnie. Po ankiecie, przeprowadzonej wśród 20 tysięcy dorosłych Brytyjczyków, okazało się, że w trakcie pracy przyjemność sprawia sobie 14 procent mieszkańców Wysp. Mężczyzn w tej grupie jest trzy razy więcej niż kobiet, a szacunkowa liczba amatorów masturbacji w Anglii to 7,5 miliona osób. Uśredniając, w tygodniu robili to 2,4 raza, przez około pół godziny, miesięczna suma wynosi sześć godzin, co daje prawie jedenaście milionów roboczogodzin tygodniowo poświęconych dawaniu samemu sobie przyjemności przez Anglików. Liderem, jeśli chodzi o miasta na Wyspach jest oczywiście Londyn, a najczęściej na masturbację w pracy pozwalają sobie osoby w wieku 24-35 lat. Co ciekawe z ankiety wynika, że single wcale nie masturbują się częściej, niż osoby pozostające w związku, a...

666

  "...Poszłabym za tobą do samego piekła. Ale za gorąco, ale za gorąco. Ale jeszcze bym się spiekła!" To oczywiście fragment znanej i popularnej drzewiej piosenki, o tytule "Poszłabym za Tobą", zespołu Breakout, z pięknym wokalem niezapomnianej Miry Kubasińskiej i słowami autorstwa Tadeusza Nalepy i Franciszka Walickiego, wyśpiewanej po raz pierwszy w 1969 roku. Dziś ta piosenka miałaby marne szanse trafić na listy rozgłośni radiowych, nie mówiąc już o zostaniu popularnym przebojem w kraju nad Wisłą. Bo nad Wisłą wszystko skisło. Skisło w katolickiej słomie wymieszanej z ciemnotą i zabobonem. Najlepszym przykładem jest wieloletnia walka środowisk okołokościółkowych z liczbą 666. A konkretnie z nadmorską linią autobusową wożącą ludzi na Hel. 666 plus słowo Hel, kojarzące się niektórym z angielskim hell, czyli piekłem, wywołało wrzenie pod niejedną kopułą, która co do zasady powinna zawierać mózg, a nie gnojowicę. Poniżej kilka cytatów przeciwników tej linii: "„A...

Ach ta dzisiejsza młodzież.

 Nie mam pojęcia jak to wygląda w innych krajach, w innych społecznościach. Ale u nas w rodzimym grajdołku "achowanie" mamy niejako we krwi. Kiedy byłem młody, z ust starszych nie raz słyszałem: "ach ta dzisiejsza młodzież", kiedy jestem starszy, z ust wielu rówieśników słyszę to samo. Plus jeszcze modne są: "za moich czasów" oraz "kiedyś to było inaczej". I szczerze mówiąc nie mam pojęcia, skąd to się bierze. No dobrze, za moich czasów i kiedyś to było inaczej, da się jeszcze jakoś wytłumaczyć, bo faktycznie świat nie stoi w miejscu, świat się zmienia, a nowinki technologiczne skróciły obieg informacji z tygodni do sekund, przesyłany zaś obraz pozwala mieszkańcowi Australii uczestniczyć on-line w koronacji Karola, króla Brytów. Można rzec, że świat się skurczył do niewielkiej szklanej kuli, w której kiedyś po potrząśnięciu, wokół figurki tańczącej pary wirował "śnieg", a dziś wirują pierdyliardy informacji i obrazów. Więc ...