Przejdź do głównej zawartości

Demo. Grafia.

 Coraz bliżej święta... a wraz z nimi świąt czar, czyli spotkania przy rodzinnym stole, gdzie od lat króluje majonez, oraz narodowe swary, który jest ten najlepszy. A jeśli przy stole jest rodzina, to są także tradycyjne świąteczne pytania: kiedy znajdziesz sobie chłopaka, albo dziewczynę? A jak masz już, to oczywiście kiedy ślub. A jak masz już, to oczywiście kiedy dzieci? A jak masz już, to oczywiście kiedy następne? Niekończąca się przygoda w przystołową grę "sto pytań do...". Chciałbym jednak zauważyć, że kiedyś te pytania, były poza oczywiście wścibstwem podyktowane troską o prawidłowe życie w modelu jaki królował w naszym świecie. Przedszkole, szkoła, druga szkoła, wojsko albo studia, ślub, dzieci, harówka, śmierć. Zawsze tak było i społeczeństwo oczekiwało, że wszyscy się w ten schemat wpiszą z radością. Później świat stanął na głowie i dziś te pytania są niejako fundamentalne: nie wiadomo kto i z której gałęzi rodziny, w którą stronę się wypaczył i kogo obwiniać za to, że statystycznie ubywa nam Polaków z roku na rok. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, że liczba urodzeń w Polsce katastrofalnie spada na łeb na szyję i raczej ten trend się utrzyma. Zgodnie z danymi GUS w 2010 roku mieliśmy 413 tysięcy noworodków, a w 2025 już tylko 238 tysięcy. Paradoksalnie nie pomogła nawet pandemia i przymusowe zamknięcie Polaków w domach - czyli de facto główna przyczyna największego w historii powojennej Polski bumu demograficznego, który został spowodowany obostrzeniami wprowadzonego w pierwszej dekadzie lat 80tych ubiegłego wieku stanu wojennego. Polacy nie chcą się rozmnażać i już. Teorii na temat przyczyn jest wiele, ale prawda jest tylko jedna. Winna oczywiście wszystkiemu jest wszechobecna antykoncepcja - w szczególności pigułki. Kobiety zażywają je na potęgę niczym dropsy, potem z moczem wydalają metabolity hormonalne, ścieki z tymi hormonami przedostają się do wód gruntowych skażając wody w których żyją żaby. Żaby się przez to nie rozmnażają, więc bociany nie mają co jeść i też jest ich coraz mniej i dlatego nie ma komu przynosić już dzieci. Ta dam! Tajemnica rozwiązana w czasie krótszym niż jedno siku po rozcieńczonym piwie. 
Ale, żeby nie zarzucał mi ktoś potem, że jestem stronniczy i nie zostawiam przestrzeni na dyskusję, przedstawię też kilka mniej prawdopodobnych teorii, choćby po to, by każdy mógł sam sobie unaocznić jakie są chybione. Wedle pewnych kręgów pierwszym z czynników obniżającej się dzietności naszego narodu jest przesunięcie wieku w jakim w ogóle decydujemy się na pierwsze dziecko. Wiadomo, dawniej nikogo nie dziwiła osiemnastolatka w ciąży, dziś często jawi się to jak jakaś wręcz patologia. Im później pojawia się decyzja o posiadaniu dziecka, tym trudniej często też zajść w ciążę i nie jest to absolutnie tylko wina kobiet, ale również i obniżającego się naturalnie z wiekiem libido męskiego, a co za tym idzie słabszej (nomen omen) ruchliwości tak zwanych żołnierzyków. Do tego jeśli dołożymy fakt, że pary decydujące się na potomstwo z opóźnieniem, zazwyczaj z racji wieku poprzestają na jednym egzemplarzu małego człowieka, to mamy powód takich, a nie innych spadkowych wyników. Nie bez znaczenia w tej tendencji jest też ekonomia, a dokładniej nasze obawy finansowe. Martwimy się o mieszkanie, o zdolność kredytową, o pracę i jej możliwą utratę i o to wreszcie czy będzie nas stać na wychowanie czy choćby tylko utrzymanie dziecka, lub większej liczby kaszojadów.
Pewne środowiska za spadek dzietności obwiniają ochoczo emancypację i feminizm jako taki. Wiadomo, kiedyś baba siedziała w dzień w kuchni, w nocy wypełniała obowiązki małżeńskie i jakoś ten cały cyrk się kręcił. Potem kobietom się zachciało równouprawnienia, wykształcenia i w ogóle swobody. Latają teraz po świecie, po uczelniach, po warsztatach, eventach, koncertach i nawet o zgrozo jogę ćwiczą! Żaden normalny chłop, choćby nie wiem jak bardzo zdeterminowany w kierunku rozmnażania za takimi nie nadąży, a nawet jak mu się uda, to nie bardzo wie jak podejść do kobiety splątanej w asanie, bywa, że i często się boi - bo to w cholerę nie wiadomo, gdzie góra, gdzie dół. 
Jest też teoria mówiąca o tym, że winny jest egoizm. Że młodzi ludzie i ludzie w wieku średnim siebie i swoje potrzeby stawiają na pierwszym planie, potencjalne posiadanie dziecka uważając za niewygodę, przeszkodę czy wręcz kulę u nogi, bo dziecko w sumie to nie pies i nie da się go przy drodze porzucić przed wakacjami (co tak przy okazji podkreślę uważam za największe "skurwesyństwo" u homo sapiens). Że ważniejsza od obowiązków wobec ukochanej ojczyzny jest dobra zabawa, drogie zabawki, podróże po świecie oraz hulanki i swawole. A kiedy już przychodzi opamiętanie to zazwyczaj jest za późno, pociąg nie stoi jak i cała reszta, bo dawno odjechał razem z peronem. 
Pewna moja znajoma kiedyś przedstawiła mi jeszcze inny punkt widzenia. Kobiety coraz rzadziej decydują się na dzieci bo... coraz mniej jest dobrych kandydatów na ojców, a robić kaszojada z pierwszym lepszym to już niemodne, a i bywa w perspektywie czasu uciążliwe. Współcześni faceci na rynku ofert to w znakomitej większości typowi wyborcy konfy, zakompleksione pryszczate typki z postawą "dej mi", które bez matki utoną w miesiąc w długach, brudzie i niepranych gaciach. Bardziej od kobiet rajcują ich gry komputerowe oraz teoretyzowanie o seksie, który im się rzekomo należy, bo w sumie trudno im znaleźć partnerkę - taka samonakręcająca się spirala zdarzeń. Wyemancypowane kobiety zgodnie z logiką wolą wybrać samotność, niż wikłać się w związki z chłopcami, których trzeba wychowywać do 50 roku życia i jeszcze przy tej okazji zajmować się wspólnym potomstwem. A seks bez zobowiązań i ryzyka ciąży w dobie Internetu i różnych aplikacji jest na wyciągnięcie ręki, więc decyzja nie jest taka znowu trudna. 
Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe przedstawione wnioski, mniej lub bardziej prawdopodobne i rzeczywiste powtórzę raz jeszcze swoją tezę: liczba urodzeń w Polsce (ale nie tylko) katastrofalnie spada na łeb na szyję i raczej ten trend się utrzyma. I zamiast na siłę szukać chybionych z góry rozwiązań mających zwiększyć dzietność, jak wszystkie te programy plus łącznie z niedorobioną polityką mieszkaniową, czy też zasysanie na potęgę imigrantów, pora może przebudować model państwa jako tworu nastawionego na ciągły przyrost naturalny i poszukać innych rozwiązań. Bo to co się kręciło jako tako od wieków, kiedyś w końcu sprawdzać się przestanie. Co widać, słychać i czuć. 

Uwaga. Wszelkie prawdopodobne podobieństwo do wydarzeń lub osób jest niezamierzone. No może poza wyborcami konfy. A u mnie zdjęciowo będzie jakby tematycznie: uciekająca panna młoda - czyli taka Wanda co nie chciała konfiarza. W tej roli Wiki. 















Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Porno, porno w Zakopanem.

Stało się. W bogoojczyźnianym mieście znajdującym się bliżej nieba niż wiele innych w naszym kraju, doszło do niepokalanego zbezczeszczenia i obrazy majestatu gór i góralskiej za-dumy. W środku nocy, być może nawet po północy wzięła baba i się rozebrała. Ale nie w chałupie, nie w samochodzie, nawet nie w krzakach. Tylko olaboga centralnie na Krupówkach, na najbardziej znanej i reprezentacyjnej ulicy tatrzańskiej stolicy, gdzie za dnia biały miś chadza własnymi ścieżkami, a stragany odpustowe kuszą oscypkiem, smażoną flądrą i plastikowymi ciupagami sklejanymi małymi chińskimi rączkami, za pół dolara dziennie. Ale tam, że się rozebrała... To nic, bo przecież trzeba słusznie zdaje się założyć, że niejedna Maryna tam z gołą dupą przed swoim rozbójnikiem uciekała, lecz nie nazbyt szybko, żeby w końcu radę dogonić dał. A i niejedna Karyna po kilku piwkach rzycią dyskretnie w przykucu słowiańskim błyskała sikając w cieniu latarni, gdy jej Seba męsko ciałem własnym zasłaniał powidoki innym ucz...

Tyci, tyci.

Podobno ludzki organizm rośnie średnio do 20 roku życia. Potem mówi pas, koniec, wyżej nie da rady, ale kurcze zobacz ile mamy miejsca jeszcze po bokach. I żeby nie było, że to tylko dowcip to ostatnimi laty naukowcy z rożnych krajów (w tym również i Polski) postanowili zająć się kwestią otyłości i to otyłości szczególnej bo tej dotykającej żonatych mężczyzn. No i wyszło im czarno na białym, że tyją oni częściej, szybciej i w większej ilości niż ich nieżonaci rówieśnicy. Co jasno dowodzi kto jest bezsprzecznie winien temu, że faceci po ślubie grubieją. A wszystko się zaczęło oczywiście od Ewy, która sama zeżarła całe jabłko i biedny Adam musiał zjeść tłustego węża i potem nie mógł przejść przez ucho igielne i tak wylądował poza rajem, gdzie Ewa ujrzała jego nagość, której on sam wcześniej nie dostrzegał z powodu zaawansowanej lustrzycy, a jak wiadomo luster jeszcze wtedy u bogu nie było. Czy jakoś tak to szło, dokładnie już nie pamiętam, bo na religię przestałem chodzić dosyć wcześnie ...

Majtki wyklęte.

 Jest taki stary dowcip, mówiący o tym, że kiedyś, żeby zobaczyć kobiece pośladki należało rozchylić majtki, a dziś, żeby zobaczyć majtki, należy rozchylić pośladki.  Natenczas właśnie , dzięki impulsowi słownemu od Pani Zofii przedstawię w miarę zwięźle historię damskich majtek. Historię teoretycznie długą jak pantalony, ale tak naprawdę jeśli chodzi o przedział czasowy to skąpą jak stringi. Wydawać by się bowiem mogło, że kobieca bielizna jest czymś tak oczywistym i naturalnym, że na pewno pierwsze majtki założyła Ewa zaraz po wygnaniu z raju i jedyne co jest w tej historii niejasne to tylko to jakiej były firmy. Tymczasem jak się okazuje nic bardziej mylnego, przez wiele, wiele wieków gacie jako okrycie intymnej części ciała były czymś zarezerwowanym tylko i wyłącznie dla mężczyzn. Taki na przykład żyjący 5300 lat temu na terenach dzisiejszego Tyrolu słynny człowiek lodu Ötzi, oprócz wierzchniej odzieży miał na sobie specjalną skórzaną przepaskę chroniącą genitalia. W XIII ...