Przejdź do głównej zawartości

Dzień bez przeklinania.

Uwaga będzie kryptoreklama. Właściwie to nawet bez krypto. Przyznać się chciałem, że jestem Polakiem gorszego sortu i dnia nie zaczynam wspólną modlitwą ze słuchaczami radia z Torunia. Przy pierwszej kawie czy rozwożeniu dziatwy do szkół towarzyszy mi prawie każdego poranka Eska Rock, która objawia się głównie głosami redaktor Szkuty i redaktora Brzozowskiego podczas ich Aktywacji. Oraz całkiem przyzwoitą mieszanką muzyki różnego sortu z pominięciem oczywiście tej sakralnej i chodnikowej. Co jakiś czas redaktorska para (nie, nie twierdzę, że coś ich łączy poza pracą) dokonuje z humorem przeglądu prasy przeróżnej, dzięki czemu nie muszę już wydawać pieniędzy w kiosku i wiem doskonale co się dzieje na świecie. W kwestiach ważnych i ważnych trochę inaczej. Dziś na przykład oświecony zostałem, że 17 grudnia jest dniem bez przeklinania. I nawet się dobrze złożyło, bo śnieg nie pada, nie jest zimno, nic mnie nie boli, a telefon padł więc mam spokój. Niestety jak podają w radio, powodów do przeklinania przybędzie mieszkańcom Częstochowy, a to dlatego, że święta w tym roku będą skromniejsze, ceny narkotyków pójdą w górę, bo policją zgarnęła dwóch dealerów i towar wart milion złotych. Oświecony zostałem też w kwestii Krakowa, (to znaczy doskonale wcześniej wiedziałem, że Kraków był kiedyś stolicą Polski, ale ów splendor razem z tryprem spłynął Wisłą do Warszawy i teraz musimy się użerać ze strasznymi powikłaniami po tej chorobie, głównie w rejonie ulicy Wiejskiej i Pałacu Namiestnikowskiego), a dokładniej w kwestii tego z czego słynie Kraków. I nie chodzi wcale o smoka, tylko o jego kolegę "smoga". Dziś moi drodzy omijamy Kraków, bowiem zanieczyszczenie w mieście powietrza pięciokrotnie przekracza dopuszczalne normy (swoją drogą kto ustala do jakiego stopnia wdychanie ołowiu i tlenków siarki, azotu oraz węgla jest normalne?). Sprawa jest na tyle poważna, że prezydent tego grodu zaapelował do mieszkańców by pozostali w domach. Myślę jednak, że spora część ludzi spieszących co rano do pracy oraz bezdomni będą mieli z tym spory problem. I kiedy tak już prawie zacząłem na poważnie rozmyślać czy przejąć się na tyle losem Krakowa, żeby przekląć mimo wszystko, przypomniałem sobie Paulę, której w sumie całkiem niedawno, w pięknych okolicznościach jesiennej przyrody i nieskażonego kujawsko-pomorskiego powietrza zrobiłem kilka zdjęć. Ale żeby nie było za dobrze, będzie ich mało i nie będą one kolorowe ;)






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Porno, porno w Zakopanem.

Stało się. W bogoojczyźnianym mieście znajdującym się bliżej nieba niż wiele innych w naszym kraju, doszło do niepokalanego zbezczeszczenia i obrazy majestatu gór i góralskiej za-dumy. W środku nocy, być może nawet po północy wzięła baba i się rozebrała. Ale nie w chałupie, nie w samochodzie, nawet nie w krzakach. Tylko olaboga centralnie na Krupówkach, na najbardziej znanej i reprezentacyjnej ulicy tatrzańskiej stolicy, gdzie za dnia biały miś chadza własnymi ścieżkami, a stragany odpustowe kuszą oscypkiem, smażoną flądrą i plastikowymi ciupagami sklejanymi małymi chińskimi rączkami, za pół dolara dziennie. Ale tam, że się rozebrała... To nic, bo przecież trzeba słusznie zdaje się założyć, że niejedna Maryna tam z gołą dupą przed swoim rozbójnikiem uciekała, lecz nie nazbyt szybko, żeby w końcu radę dogonić dał. A i niejedna Karyna po kilku piwkach rzycią dyskretnie w przykucu słowiańskim błyskała sikając w cieniu latarni, gdy jej Seba męsko ciałem własnym zasłaniał powidoki innym ucz...

Tyci, tyci.

Podobno ludzki organizm rośnie średnio do 20 roku życia. Potem mówi pas, koniec, wyżej nie da rady, ale kurcze zobacz ile mamy miejsca jeszcze po bokach. I żeby nie było, że to tylko dowcip to ostatnimi laty naukowcy z rożnych krajów (w tym również i Polski) postanowili zająć się kwestią otyłości i to otyłości szczególnej bo tej dotykającej żonatych mężczyzn. No i wyszło im czarno na białym, że tyją oni częściej, szybciej i w większej ilości niż ich nieżonaci rówieśnicy. Co jasno dowodzi kto jest bezsprzecznie winien temu, że faceci po ślubie grubieją. A wszystko się zaczęło oczywiście od Ewy, która sama zeżarła całe jabłko i biedny Adam musiał zjeść tłustego węża i potem nie mógł przejść przez ucho igielne i tak wylądował poza rajem, gdzie Ewa ujrzała jego nagość, której on sam wcześniej nie dostrzegał z powodu zaawansowanej lustrzycy, a jak wiadomo luster jeszcze wtedy u bogu nie było. Czy jakoś tak to szło, dokładnie już nie pamiętam, bo na religię przestałem chodzić dosyć wcześnie ...

Biofobia.

Był taki okres w moim życiu kiedy namiętnie się narkotyzowałem. Lub jak kto woli ćpałem, odurzałem się, wprowadzałem baśniowe elementy do rzeczywistości (jak mawiał Himilsbach o piciu wódki dla odmiany), odlatywałem i permanentnie tkwiłem w stanie euforii czując się jednocześnie wolnym jak ptak i pyłkiem w świecie jaki mnie otacza. Co będzie dziwne na pewno dla niektórych - nie używałem do tego absolutnie żadnych niedozwolonych i zakazanych przez prawo substancji, ani tych legalnie dostępnych również nie. Zwyczajnie i prozaicznie chodziłem po górach. Wdrapywałem się na mniejszą lub większą górkę (tak wiem, wytrawni wydeptywacze górskich szlaków będą pewnie zdegustowani określeniem górka) i siadając na jej szczycie patrzyłem z góry na wszystko dookoła i odlatywałem ze szczęścia. I żadnych mi tu, że może tlenu mało, że pompka nie dawała rady, że lampka rezerwy w głowie świeciła czy innych takich tam. Po prostu w takich chwilach zawsze miałem w głowie refren piosenki starej dobrej punkow...