Helios czyli słońce. Niby rzecz tak oczywista, codzienna, czasami nawet niezauważalna, no chyba że natarczywie nam świeci prosto w oczy. A przecież, bez słońca nie byłoby życia na ziemi żadnego, w tym także nas. Naukowcy na całym globie ziemskim już od dawna znają zbawienny wpływ słońca na ludzki organizm. Promienie słoneczne zwiększają pojemność tlenową czerwonych krwinek, a także pobudzają wydzielanie hormonów, dzięki czemu poprawiają odporność organizmu. Przyspieszają też przemianę materii pozwalając organizmowi szybciej oczyścić się z toksyn. Podnoszą poziom endorfin. Dzięki pobudzaniu naszego organizmu do wydzielania witaminy D wzmacniają kości. Normalizują ciśnienie krwi, regulują poziom cukru, a umiarkowana opalenizna nadaje skórze gładkości i elastyczności oraz skutecznie chroni nasz organizm przed grzybami i drożdżami. Działanie promieni słonecznych przede wszystkim powoduje wzrost płodności, co oczywiście przekłada się na statystyki - najwięcej dzieci zostaje wszakże poczętych latem. Wydawałoby się więc, że słońce równa się same superlatywy. Nic tylko leżeć, chłonąć tą kosmiczną energię i żyć długo i szczęśliwie. Ale co zrobić, kiedy tak jak teraz, przez kilka dni ciężkie i ciemne deszczowe chmury odcinają nas skutecznie od zbawiennego działania promieni słonecznych? Nie załamywać się, nie lamentować, nie popadać w depresję, ani nie leżeć pod żarówką. Tylko na przekór kroplom deszczu iść tem gdzie jeszcze bardziej mokro, czyli na basen. Bo czasami można spotkać tam równie promienne zjawiska. Jak chociażby poniższa gwiazda, którą zaprezentuję na kilku zdjęciach.
Stało się. W bogoojczyźnianym mieście znajdującym się bliżej nieba niż wiele innych w naszym kraju, doszło do niepokalanego zbezczeszczenia i obrazy majestatu gór i góralskiej za-dumy. W środku nocy, być może nawet po północy wzięła baba i się rozebrała. Ale nie w chałupie, nie w samochodzie, nawet nie w krzakach. Tylko olaboga centralnie na Krupówkach, na najbardziej znanej i reprezentacyjnej ulicy tatrzańskiej stolicy, gdzie za dnia biały miś chadza własnymi ścieżkami, a stragany odpustowe kuszą oscypkiem, smażoną flądrą i plastikowymi ciupagami sklejanymi małymi chińskimi rączkami, za pół dolara dziennie. Ale tam, że się rozebrała... To nic, bo przecież trzeba słusznie zdaje się założyć, że niejedna Maryna tam z gołą dupą przed swoim rozbójnikiem uciekała, lecz nie nazbyt szybko, żeby w końcu radę dogonić dał. A i niejedna Karyna po kilku piwkach rzycią dyskretnie w przykucu słowiańskim błyskała sikając w cieniu latarni, gdy jej Seba męsko ciałem własnym zasłaniał powidoki innym ucz...







Podoba mi się
OdpowiedzUsuńMnie też :)
OdpowiedzUsuńPięknie!
OdpowiedzUsuńI mnie
OdpowiedzUsuńSiódme - majstersztyk!!!
OdpowiedzUsuń