Helios czyli słońce. Niby rzecz tak oczywista, codzienna, czasami nawet niezauważalna, no chyba że natarczywie nam świeci prosto w oczy. A przecież, bez słońca nie byłoby życia na ziemi żadnego, w tym także nas. Naukowcy na całym globie ziemskim już od dawna znają zbawienny wpływ słońca na ludzki organizm. Promienie słoneczne zwiększają pojemność tlenową czerwonych krwinek, a także pobudzają wydzielanie hormonów, dzięki czemu poprawiają odporność organizmu. Przyspieszają też przemianę materii pozwalając organizmowi szybciej oczyścić się z toksyn. Podnoszą poziom endorfin. Dzięki pobudzaniu naszego organizmu do wydzielania witaminy D wzmacniają kości. Normalizują ciśnienie krwi, regulują poziom cukru, a umiarkowana opalenizna nadaje skórze gładkości i elastyczności oraz skutecznie chroni nasz organizm przed grzybami i drożdżami. Działanie promieni słonecznych przede wszystkim powoduje wzrost płodności, co oczywiście przekłada się na statystyki - najwięcej dzieci zostaje wszakże poczętych latem. Wydawałoby się więc, że słońce równa się same superlatywy. Nic tylko leżeć, chłonąć tą kosmiczną energię i żyć długo i szczęśliwie. Ale co zrobić, kiedy tak jak teraz, przez kilka dni ciężkie i ciemne deszczowe chmury odcinają nas skutecznie od zbawiennego działania promieni słonecznych? Nie załamywać się, nie lamentować, nie popadać w depresję, ani nie leżeć pod żarówką. Tylko na przekór kroplom deszczu iść tem gdzie jeszcze bardziej mokro, czyli na basen. Bo czasami można spotkać tam równie promienne zjawiska. Jak chociażby poniższa gwiazda, którą zaprezentuję na kilku zdjęciach.
Podobno ludzki organizm rośnie średnio do 20 roku życia. Potem mówi pas, koniec, wyżej nie da rady, ale kurcze zobacz ile mamy miejsca jeszcze po bokach. I żeby nie było, że to tylko dowcip to ostatnimi laty naukowcy z rożnych krajów (w tym również i Polski) postanowili zająć się kwestią otyłości i to otyłości szczególnej bo tej dotykającej żonatych mężczyzn. No i wyszło im czarno na białym, że tyją oni częściej, szybciej i w większej ilości niż ich nieżonaci rówieśnicy. Co jasno dowodzi kto jest bezsprzecznie winien temu, że faceci po ślubie grubieją. A wszystko się zaczęło oczywiście od Ewy, która sama zeżarła całe jabłko i biedny Adam musiał zjeść tłustego węża i potem nie mógł przejść przez ucho igielne i tak wylądował poza rajem, gdzie Ewa ujrzała jego nagość, której on sam wcześniej nie dostrzegał z powodu zaawansowanej lustrzycy, a jak wiadomo luster jeszcze wtedy u bogu nie było. Czy jakoś tak to szło, dokładnie już nie pamiętam, bo na religię przestałem chodzić dosyć wcześnie ...







Podoba mi się
OdpowiedzUsuńMnie też :)
OdpowiedzUsuńPięknie!
OdpowiedzUsuńI mnie
OdpowiedzUsuńSiódme - majstersztyk!!!
OdpowiedzUsuń