PF czyli podlaska Fotopatologia, prężnie się miejmy nadzieję rozwijający odłam dotychczasowej fotograficznej patologii pod patronem Adeli. Piękne sielskie miejsce rzut mokrym beretem od Białegostoku, pełne prostoty polskiej wsi, ale nie przekombinowane, nie przerobione na cepelię, do tego wspaniali i wyrozumiali gospodarze i przepyszne domowe jedzenie. A niech będzie, że ten wpis będzie zawierał lokowanie produktu, bo się miejscu temu należy: www.uzendziana.pl
Wśród uroczych wysepek, pomostów, trzcin i nenufarów udało mi się na chwilę zabłądzić z Paulą, piękną modelka z którą już się zdarzyło nam spotykać fotograficznie. Dla odmiany, przez chwilę trochę z tęsknoty za kolorami lata nie będzie czarno biało.
Stało się. W bogoojczyźnianym mieście znajdującym się bliżej nieba niż wiele innych w naszym kraju, doszło do niepokalanego zbezczeszczenia i obrazy majestatu gór i góralskiej za-dumy. W środku nocy, być może nawet po północy wzięła baba i się rozebrała. Ale nie w chałupie, nie w samochodzie, nawet nie w krzakach. Tylko olaboga centralnie na Krupówkach, na najbardziej znanej i reprezentacyjnej ulicy tatrzańskiej stolicy, gdzie za dnia biały miś chadza własnymi ścieżkami, a stragany odpustowe kuszą oscypkiem, smażoną flądrą i plastikowymi ciupagami sklejanymi małymi chińskimi rączkami, za pół dolara dziennie. Ale tam, że się rozebrała... To nic, bo przecież trzeba słusznie zdaje się założyć, że niejedna Maryna tam z gołą dupą przed swoim rozbójnikiem uciekała, lecz nie nazbyt szybko, żeby w końcu radę dogonić dał. A i niejedna Karyna po kilku piwkach rzycią dyskretnie w przykucu słowiańskim błyskała sikając w cieniu latarni, gdy jej Seba męsko ciałem własnym zasłaniał powidoki innym ucz...





Komentarze
Prześlij komentarz