Przejdź do głównej zawartości

Posty

Antypatyczny Kraków.

Niższa izba parlamentu naszego umiłowanego kraju wydaliła z siebie uchwałę, w której jak byk stoi, iż rok 2025 będzie rokiem malarki Olgi Boznańskiej, jednej z najważniejszych i najbardziej rozpoznawanych postaci polskiego świata artystycznego przełomu XIX i XX wieku, której twórczość do dziś inspiruje kolejne pokolenia artystów. W 2025 bowiem przypada 160 rocznica jej urodzin, oraz 85 rocznica śmierci. Co prawda łezka gdzieś w kąciku oka drży, że patronką roku nie zostanie znów jakaś nawiedzona zakonnica jak to za rządów pismanów bywało - no ale jak to mówią, trzeba żyć dalej. Olga miała szczęście urodzić się w rodzinie Adama Nowiny-Boznańskiego i pochodzącej z Francji Eugenii Mondant. Rodzice od samego początku wspierali ją i jej młodszą siostrę (późniejszą pianistkę, a także doktorantkę chemii i asystentkę samej Marii Curie-Skłodowskiej) i pomogli jej w odkryciu właściwej drogi życiowej rozbudzając zainteresowanie Olgi malarstwem.  W 1878 roku razem z rodzicami Olga udała się...

Słowo pisane.

 Jest taki dowcip o rozwoju czytelnictwa w Polsce. W 2014 roku około 60% Polaków nie przeczytało ani jednej książki. W 2024 60% Polaków nie przeczytało ani jednej książki i nie wysłuchało ani jednego audiobooka. Niby dowcip, ale jaki prawdziwy. Jak świat światem ludzie dzielili się "czytatych" tych mniej "czytatych" i tych co z czytaniem nie mieli wiele wspólnego. Powojenny ustrój komunistyczny w naszym kraju był jaki był. Ale jedno zrobił dobrze. Wprowadził  wymóg poddania się procesowi edukacji powszechnej. Czy chciałeś czy nie, musiałeś nauczyć się czytać, a potem czytać książki, jakie mądrzejsi wybrali dla mas. Oczywiście jednostki zachwycone samo umiejętnością składania literek sięgały po dużo więcej książek, niż zalecało MEN. W każdej szkole była biblioteka dla dzieci, w każdej gminie biblioteka publiczna dla wszystkich chętnych, w każdej dzielnicy i każdym miasteczku choć jedna księgarnia, o dużych aglomeracjach nie wspomnę. Telewizji oglądało się mało. Rozr...

Opole.

Opole to takie miasto w województwie opolskim, w powiecie opolskim, historyczna stolica Górnego Śląska. Jak twierdzi Wikipedia: dwudzieste siódme co do wielkości populacji miasto w Polsce. Oczywiście również może być to okrzyk zaskoczonego mieszczucha, który pierwszy raz przyjechał na wieś na wykopki. O ile mnie pamięć nie myli nigdy nie byłem w Opolu. Myślałem kiedyś, że może dawno temu byłem choćby przejazdem, kiedy w czasach mej nauki geologicznej podróżowałem pociągami na południe Polski. Ale rdzenni mieszkańcy Opola twierdzą, że od nich od wieków gdziekolwiek trudno się dostać, więc na tranzyt też ciężko liczyć. Mój syn po tegorocznych wakacjach twierdzi, że w Opolu (lub okolicy) jest fajne jezioro z wapiennymi brzegami. Mi Opole najbardziej kojarzy się ze Szkołą Pielęgniarską. Żeby nie było - nigdy tam nie uczęszczałem, ale podczas wspominanych już dawnych podróży geologicznych mieliśmy okazję dzielić dwa - trzy dni jakieś młodzieżowe schronisko z wycieczką uczennic z owej szkoł...

Mała czarna.

 Wbrew tytułowi nie będzie to wpis o wciąż powracającej do łask w modzie mini sukience w kolorze nocy. Ani o kawie, choć od niej już niedaleko do bohaterki dzisiejszego postu. Jest nią bowiem... herbata. Mała czarna, mała zielona, mała żółta, czerwona, biała... albo wcale nie taka mała. Zgodnie z legendami bardzo dawno temu chiński cesarz Shennong - co po naszemu znaczy Boski Rolnik - usiadł pod drzewem, popijając gorącą wodę. Wtem zerwał się wiatr i kilka podłużnych, zielonych listków z pobliskiego krzewu wpadło do filiżanki. Cesarz podziwiał jak płyn zmienia swoją barwę i nabiera aromatycznego zapachu, a potem zachwycił się jego smakiem. Potem władca podzielił się sekretem napoju ze swoimi poddanymi i tak oto herbata trafiła pod strzechy. A w pradawnej chińskiej księdze ziół zapisano, iż jest panaceum na co najmniej 72 trucizny. Tyle jeśli chodzi o legendy, historycy do dziś nie wiedzą czy herbata, a raczej zwyczaj jej picia wywodzi się naprawdę z Chin, w których pierwsze wzmia...

Miejski ekshibicjonizm.

 Całkiem niedawno przeczytałem artykuł pana Jakuba Szczęsnego - architekta oraz autora instalacji artystycznych. O miejskim ekshibicjonizmie. Nie, nie chodzi o sytuację, kiedy w parku w mieście z krzaków wyskakuje okutany jedynie w płaszcz mężczyzna, by rozchylić jego poły przed zaskoczoną kobietą. Tym zajmują się raczej psychiatrzy, policjanci i prokuratura, nie architekci czy artyści. Pan Jakub porusza kwestie najnowszego trendu pojawiającego się na całym świecie czyli zanikania firanek oraz zasłon, podczas jednoczesnego powiększania się okien - co prowadzi do oczywistej i ekshibicjonistycznej prezentacji światu wnętrz naszych domostw. I jest niejako odwróceniem trendów poprzedniej epoki, kiedy w myśl angielskiej maksymy " My house is my castle", chroniliśmy wnętrza naszych domostw przed wścibskimi spojrzeniami sąsiadów czy przechodniów. W swoim wpisie pan Jakub powołuje się na artykuł dziennikarza Michaela Watersa, który w dwumiesięczniku "The Atlantic" wraz z hi...

Portret bez majtek.

Fotografowie zajmujący się na co dzień portretem mają różne podejście do tej działki fotografii. Jedni kreatywne, drudzy klasyczne, niektórzy wykonują zwariowane portrety, inni stawiają na mroczne oświetlenie lub obróbkę z pogranicza baśni czy horroru. Ja osobiście zawsze twierdziłem, że dobry portret to portret bez majtek. To znaczy bez majtek osoby portretowanej, bo z fotografami bywa różnie, lepiej żeby modelka lub model nie musieli podczas pozowania powstrzymywać śmiechu kiedy fotograf ściągnie gacie. Oczywiście z góry wyjaśniam; owe bez majtek jest umowne i nieco żartobliwe, ale jeśli już to czemu nie, efekt końcowy bywa imponujący. Jak się całkiem niedawno okazało, zupełnie nieświadomie wyprzedzałem przez lata trendy ekologiczne i dziś właściwie powinienem zostać uhonorowany złotym medalem Obrońcy Błękitnej Planety. Czemuż to tak? Już wyjaśniam. Od co najmniej dekady świat... no dobra, zaraz tam świat, powiedzmy Europa, walczy z plastikiem. Foliowe opakowania jednorazowe, nieszcz...