Dawno, dawno temu, święty Tomasz z Akwinu, niewątpliwie natchniony Duchem Świętym, który to został na bank posłany przez samego szefa, oznajmił iż "dziewczynki powstają z uszkodzonego nasienia lub też w następstwie wilgotnych wiatrów." Nie dziwota więc, że ludzie bogobojni na lata przyjęli tę prawdę objawioną i nikt z boskimi wyrokami sprzeczać się nie zamierzał, tym bardziej, że o ułomności kobiet już kilka wieków wcześniej w swych pismach prawił jeden z najznakomitszych ojców kościoła chrześcijańskiego, czyli sam święty Augustyn, głosząc: "kobieta jest istotą pośrednią, która nie została stworzona na obraz i
podobieństwo Boga. To naturalny porządek rzeczy, że kobieta ma służyć
mężczyźnie." I tak trwał sobie ten nasz świat w tym naturalnym boskim porządku, aż nadszedł XX wiek, który wszystko wywrócił do góry nogami. Emancypacja i feminizm doprowadziły do sytuacji, kiedy mężczyzna ówczesny zmierzyć się musiał nie tylko z żądaniami równouprawnienia, ale i widokiem niewiasty w spodniach, z krótką fryzurą, z papierosem w pomalowanych ustach czy wręcz w spódniczce tak krótkiej, że niejeden religijny mąż do dziś się smaży w piekle za myśli jakie go nawiedziły na widok kobiecego kolana czy uda. Potem było już tylko gorzej. Pierwsza Wojna Światowa, a po niej kolejna doprowadziły do kuriozalnej sytuacji, kiedy kobiety nie tylko zaczęły wykonywać męskie zawody, ale wręcz z bronią w ręku ramię w ramię z mężczyznami stawały przeciwko wrogom. Po zakończeniu obu globalnych konfliktów była nadzieja, że może wszystko w końcu wróci do normy czyli naturalnego od wieków porządku, ale niestety sytuacja wymknęła się spod kontroli. Kobiety uzyskawszy raz siłę, nie chciały znowu dać się zamknąć w domu i kuchni. Organizowały się i organizowały protesty, bunty i strajki, nierzadko ścierając się z siłami policyjnymi podczas manifestacji, bywało, że równocześnie płonęły opony i staniki. W takiej Polsce co prawda przyznano kobietom prawa wyborcze już w 1918 roku, ale niektóre kraje dosyć długo się przed tym broniły, w Szwajcarii to był dopiero rok 1971, a władze Lichtensteinu dojrzały do tego kroku w 1984 roku. Potem powiedzmy sobie szczerze było już tylko gorzej, bowiem już tak jest z kobietami, że jak dasz palec to wezmą całą rękę. Niewiasty siłą wdarły się w świat przemysłu, biznesu i polityki, rozpychając się coraz bardziej i potem jeszcze bezczelnie narzekając, że nie zarabiają tyle samo co mężczyźni. A i to im nie wystarczyło, bowiem postanowiły zawładnąć najbardziej męskim światem męskości, czyli naszym ego. Zaczęły głosić wszem i wobec i pisać gdzie się tylko da, że prawdziwy facet to taki co się myje codziennie, ma czyste ubrania, nie bije kobiet. Potem jakby było tego mało prawdziwy facet to miał być taki co chodzi elegancko ubrany w spodnie rurki i sandałki bez skarpet, ma modną fryzurę i obcięte paznokcie u stóp. A potem jeszcze, że taki facet to chodzi do kina na romantyczne filmy, czyta książki o miłości i nie je mięsa. Ostatnim by się wydawać gwoździem do trumny było wmówienie facetom żeńskich końcówek, na których można połamać język i szare komórki. Ministry, prezydenty, magistry, profesory i pielęgniarki. A nie, to ostatnie to jednak nie. Ale cała rzecz w tym, że jakby niezauważalnie istniejący od setek lat porządek świata męskiego w jeden tylko wiek skurczył się niczym jądra plażowicza znad Bałtyku po wejściu do wody. Panowie! Zostaliśmy zepchnięci do narożnika i jedyne co nam nie pozwala upaść na deski to resztki męskiej dumy i słupek za plecami.
Dlatego niniejszym oficjalnie tu i teraz protestuję przeciwko nabijaniu się z polityków partii Jarosława K., za to, że nie rozróżniają okresu od owulacji. Postawa tych posłów w tych sfeminizowanych czasach to prawdziwe bohaterstwo, nasz ostatni bastion, taka nasza Reduta Ordona, nasza husaria pod Wiedniem i nasz Rudy 102 pod Studziankami i należy się im owulacja na stojąco! Pora otwarcie powiedzieć: dość! Prawdziwy mężczyzna nie musi rozróżniać tych pojęć. Co prawda prywatnie większość mężczyzn i tak wie co to kobiecy okres i do dziś pamiętają podbite oko, zupę ogórkowa na głowie czy noc spędzoną na wycieraczce pod drzwiami. Ale to żaden powód, żeby publicznie dać się upokarzać taką niemęską wiedzą. Po co przeciętnemu facetowi, nie będącemu ginekologiem ta wiedza i rozróżnianie takich pojęć jak owulacja, ondulacja czy okres? To już nie wystarczy, że wiemy co to dewaluacja, ewaluacja czy nawet ejakulacja, a zwolennicy konfederacji dodatkowo co to polucja? Czas w końcu postawić jasne granice, facet to facet i nie musi nawet wiedzieć gdzie w sklepie na której półce leżą podpaski czy tampony. Ani do czego one służą, poza oczywiście tamowaniem krwotoku z nosa po męskiej bójce (tampony są super bo dodatkowo usztywniają złamaną przegrodę). Dlatego murem za posłami. Dzieci wszystkiego co trzeba o kobiecie i mężczyźnie dowiedzą się na religii, niepotrzebna im ta cała edukacja zdrowotna, to mycie rąk przed posiłkiem czy penisa przed seksem, bo do tej pory doskonale radziliśmy sobie bez tego i jakoś się planeta kręciła. Zamiast takich fanaberii wolałbym, żeby do szkół wróciły zajęcia ZPT. Ile się tam człowiek nauczył życiowych rzeczy. Jak przybić koledze rękaw swetra do ławki, jak innego porazić prądem z alternatora czy jak ręczną, a więc cichą wiertarką zrobić otwór w drzwiach do łazienki dziewczyn. Uczmy dzieci wiedzy praktycznej, a nie feministycznej i unijno niemieckiej propagandy!
A dziś zdjęciowo Ola jako pierwsza kobieta w raju zrywająca czereśnie z drzewa poznania ze szkółki spod Poznania. Na pierwszych zdjęciach jeszcze swobodna, potem na wszelki wypadek ją przywiązaliśmy, bo feministki czają się wszędzie ;)
pentax 645/ketmere100
Plener MisiAdela 2025.
Stało się. W bogoojczyźnianym mieście znajdującym się bliżej nieba niż wiele innych w naszym kraju, doszło do niepokalanego zbezczeszczenia i obrazy majestatu gór i góralskiej za-dumy. W środku nocy, być może nawet po północy wzięła baba i się rozebrała. Ale nie w chałupie, nie w samochodzie, nawet nie w krzakach. Tylko olaboga centralnie na Krupówkach, na najbardziej znanej i reprezentacyjnej ulicy tatrzańskiej stolicy, gdzie za dnia biały miś chadza własnymi ścieżkami, a stragany odpustowe kuszą oscypkiem, smażoną flądrą i plastikowymi ciupagami sklejanymi małymi chińskimi rączkami, za pół dolara dziennie. Ale tam, że się rozebrała... To nic, bo przecież trzeba słusznie zdaje się założyć, że niejedna Maryna tam z gołą dupą przed swoim rozbójnikiem uciekała, lecz nie nazbyt szybko, żeby w końcu radę dogonić dał. A i niejedna Karyna po kilku piwkach rzycią dyskretnie w przykucu słowiańskim błyskała sikając w cieniu latarni, gdy jej Seba męsko ciałem własnym zasłaniał powidoki innym ucz...






Komentarze
Prześlij komentarz