Przejdź do głównej zawartości

K(fi)aty polskie.

Jest taki stary dowcip. Lekarz wojskowy bada poborowego. Badanie polega na pokazywaniu poborowemu kartek z narysowanymi różnymi figurami geometrycznymi (dla słabszych: kółko, prostokąt, kwadrat, trójkąt) i pytaniu co na tych kartkach widzi. Badany za każdym razem patrzy i odpowiada: goła baba... goła baba... goła baba... W pewnym momencie lekarz nie wytrzymuje i wrzeszczy: wy poborowi jesteście zboczeni!!! Na co poborowy spokojnie odpowiada: ja? A kto mi te wszystkie gołe baby pokazywał?
I jak to zazwyczaj bywa dowcip w sposób frywolny i lekki opisuje siermiężną rzeczywistość. Bo bliźni u bliźniego w źrenicy zawsze dostrzeże własne odbicie, i będzie temu drugiemu wmawiał, że jest złem wcielonym, choćby sam zza płota zerkając miał gumofilce gnojem uwalane. Dlatego kiedy otrzymałem całkowicie darmową psychoanalizę po publikacji pewnego zdjęcia na pewnym popularnym portalu niespecjalnie się nią przejąłem. Ale z rozbawieniem czytałem. Kim jestem, jak traktuję kobiety i jakie mam problemy ze sobą. I jakim to nadętym jestem pseudoartystą, kiedy te wszystkie próby wmówienia mi kompleksów całego świata żartobliwie wyśmiałem. I przy okazji tej przyznam się, zupełnie niezłośliwie współczuję wszystkim tym co mają na każdy problem tego świata gotową receptę, zestaw zawsze trafnych odpowiedzi i nie mylą się nigdy. To strasznie musi być nudne, być takim ułożonym, idealnym, wiedzieć najlepiej na świecie jak inni powinni żyć i nie mieć co do tego żadnych wątpliwości ;)

A poniżej seria z której pochodzi zdjęcie,wywołujące tą odrobinę emocji w kilku osobach. I po co? To już nie może człowiek uwiecznić na kliszy spaceru zakochanych? Zwłaszcza w kontekście dnia 8 marca? Kiedy to każdy szanujący się facet stara się swojej kobiecie pokazać jak bardzo o niej pamięta, jak bardzo ją kocha i szanuje? Niestety 8 marca jest tylko raz w roku. Więc doceńcie każdy miły gest, drogie panie.
Zagrali Jula i Grześ.
A w tle muzycznie otwierał wino ze swoją dziewczyną Sydney Pollack ;)













Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Tyci, tyci.

Podobno ludzki organizm rośnie średnio do 20 roku życia. Potem mówi pas, koniec, wyżej nie da rady, ale kurcze zobacz ile mamy miejsca jeszcze po bokach. I żeby nie było, że to tylko dowcip to ostatnimi laty naukowcy z rożnych krajów (w tym również i Polski) postanowili zająć się kwestią otyłości i to otyłości szczególnej bo tej dotykającej żonatych mężczyzn. No i wyszło im czarno na białym, że tyją oni częściej, szybciej i w większej ilości niż ich nieżonaci rówieśnicy. Co jasno dowodzi kto jest bezsprzecznie winien temu, że faceci po ślubie grubieją. A wszystko się zaczęło oczywiście od Ewy, która sama zeżarła całe jabłko i biedny Adam musiał zjeść tłustego węża i potem nie mógł przejść przez ucho igielne i tak wylądował poza rajem, gdzie Ewa ujrzała jego nagość, której on sam wcześniej nie dostrzegał z powodu zaawansowanej lustrzycy, a jak wiadomo luster jeszcze wtedy u bogu nie było. Czy jakoś tak to szło, dokładnie już nie pamiętam, bo na religię przestałem chodzić dosyć wcześnie ...

Majtki wyklęte.

 Jest taki stary dowcip, mówiący o tym, że kiedyś, żeby zobaczyć kobiece pośladki należało rozchylić majtki, a dziś, żeby zobaczyć majtki, należy rozchylić pośladki.  Natenczas właśnie , dzięki impulsowi słownemu od Pani Zofii przedstawię w miarę zwięźle historię damskich majtek. Historię teoretycznie długą jak pantalony, ale tak naprawdę jeśli chodzi o przedział czasowy to skąpą jak stringi. Wydawać by się bowiem mogło, że kobieca bielizna jest czymś tak oczywistym i naturalnym, że na pewno pierwsze majtki założyła Ewa zaraz po wygnaniu z raju i jedyne co jest w tej historii niejasne to tylko to jakiej były firmy. Tymczasem jak się okazuje nic bardziej mylnego, przez wiele, wiele wieków gacie jako okrycie intymnej części ciała były czymś zarezerwowanym tylko i wyłącznie dla mężczyzn. Taki na przykład żyjący 5300 lat temu na terenach dzisiejszego Tyrolu słynny człowiek lodu Ötzi, oprócz wierzchniej odzieży miał na sobie specjalną skórzaną przepaskę chroniącą genitalia. W XIII ...

Zombie.

Kiedyś (w tym wypadku słowo kiedyś oznacza jakieś dwadzieścia pięć lat wstecz) obejrzałem kilka filmów o zombie i dałem sobie spokój z kolejnymi. Czemu? Bo były do znudzenia powtarzalne. Nagła zaraza, epidemia, hordy żywych trupów, garstka niezarażonych i nieustająca zabawa w kotka i myszkę z tymi co mają mózg i tymi co chcą go zjeść. Strzelby, siekiery, piły łańcuchowe... zieeeew. Czyli nuda. Flaki (najczęściej dużo flaków) z olejem. Dlatego szerokim łukiem omijałem ten gatunek i poza dwoma wyjątkami nadal omijam. Pierwszym wyjątkiem był Zombieland. Rzec by można lekka i przyjemna komedyjka o zombie, dodatkowo z dwójką aktorów, których lubię, czyli Bill Murray grający samego siebie i Woody Harrelson. Drugim filmem, który mi się spodobał (ale to raczej ze względu na robiące wrażenie kadry i ujęcia) był/jest: Jestem legendą. Z Willem Smithem. Reszta jakoś mi nie podchodzi i już. I chyba dobrze, bo jak pokazało życie, nasze ludzkie wyobrażenia o zombie szerokim łukiem rozmijają się z rze...