Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2024

Antropocen.

 Z okazji końca Starego Roku i rychłego rozpoczęcia Nowego chciałbym Wam opowiedzieć o ludziach pełnych pasji i jednocześnie odrobinę dziwnych, opowiedzieć o naiwnej wciąż nadziei na lepszy świat, choć najprawdopodobniej, by był lepszy, to z planety Ziemia muszą zniknąć ludzie. Ale zanim to nastąpi na pewno jeszcze trochę popodcinamy sobie gałąź na której siedzimy, a wszystko to zmierzą, zbadają i wcisną w tabelki przeróżnej maści naukowcy, w tym również osobnicy i osobnice z dziedziny nauki zwanej ogólnie geologią. Geolog jak zapewne mało komu wiadomo to człek z wszech miar dziwny. Choćby dlatego, że ten zawód przyciąga przeróżnej maści oraz wariantów wariatów, stojących nierzadko całe swoje istnienie okrakiem na życiowym rozdrożu oraz ludzi z bardzo głębokim upośledzeniem przystosowawczym do cywilizacji i wielkim obrzydzeniem do przebywania w tłumie i takich przybytkach ludzkości jak duże miasta. Drugiego takiego zawodu chyba nie ma, choć całkiem blisko tych cech są seryjni morde...

To nie ja byłem Ewem.

 Odkąd ponad sto lat temu pierwsze emancypantki zaczęły nosić spodnie, świat zaczął się zmieniać. Początkowo działo się to pomalutku, prawie niezauważenie; skrócone zostały fryzury, przybył jeszcze jeden krój spodni - damski, w którym to oprócz innego dopasowania materiału na biodrach pozbyto się również miejsca na... no na te, sami wiecie. Bo jeśli kobieta ma jaja (a wiele ma) to na pewno nie nosi ich w spodniach. Ciekawostką tak na marginesie jest, że mimo upływu tylu lat damskie portki nadal zazwyczaj mają sporo mniejszą liczbę kieszeni i sam nie wiem czy to z powodu wygody czy jednak stereotypu jeszcze nie wymazanego ze świadomości społecznej, że kobieta swoje drobiazgi nosi jednak w torebce. Po owej w miarę grzecznej rewolucji kobiet, w pierwszej połowie XX wieku jedna wojna i druga wojna spowodowały, że płeć piękna niejako naturalnie, acz z impetem wkroczyła w hermetyczny wcześniej świat męskich zawodów zarezerwowanych w patriarchalnym społeczeństwie tylko i jedynie dla facet...

Na lewo w prawo patrz.

Żeby najlepiej opisać prawie półtorawieczną historię lewicy w Polsce posłużyć się można lekko sparafrazowanym ludowym przysłowiem: raz na wozie, raz na nawozie. Początki były jak w innych krajach. Konspiracja, tajne stowarzyszenia i gazety, bojówki do walki z rozbiorcami, terroryzm i bandytyzm, a wszystko to podszyte ideą walki klasowej. Jednym z wybitniejszych przykładów był Józef Piłsudski, który należąc od 1892 roku do PPS nie tylko był redaktorem "czerwonej" Gazety "Robotnik", ale brał czynny udział w napadach na pociągi pocztowe. Potem jak wiadomo z historii władza uderzyła mu do głowy i został kieszonkowym faszyzującym dyktatorem. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku lewica miała dobrą passę. To dzięki niej czyli działaczom i zwolennikom PPS wprowadzono ośmiogodzinny dzień pracy, kobiety uzyskały prawo głosu, a ustrój Rzeczypospolitej został określony jako republikański, a nie monarchistyczny. Oczywiście równolegle istniała też Komunistyczna P...

W stepie szerokim.

  Henryk Sienkiewicz wielkim bypassem podtrzymującym ducha narodowego Polaków był. Tak mnie uczono w każdym razie w szkołach. Że powieści jego czytane w mroźne wieczory przy świecach i kominku w serca narodu wybranego wlewały otuchę, odwagę i nadzieję. I takie tam jeszcze... no nie do końca pamiętam, bo na lekcjach polskiego pod ławką zaczytywałem się fantastyką głównie. Zresztą nie tylko na polaku, na innych zajęciach też - no może nie licząc wuefu. Co ostatecznie doprowadziło do stanu dzisiejszego, kiedy czytać i jako tako pisać umiem, ale już różniczkować czy rozbijać atomy to ni cholery. Nad czym oczywiście chyba nie ubolewam. No ale chciałem o Sienkiewiczu, a właściwie nie tyle o nim samym, co o jednym z jego bohaterów czyli Michale Wołodyjowskim, w którym wielu wcześniejszych badaczy twórczości Henryka dopatrywało się jego wyimaginowanego alter ego. Wieki mijały, badacze i historycy dostawali do ręki coraz to nowsze narzędzia i na jaw w końcu wyszło, iż Wołodyjowski istniał n...

Karpiem między oczy.

 Już za chwileczkę, już za momencik w Polsce na nowo rozgorzeje tradycyjna świąteczna dyskusja na temat tego, czy karpia godzi się sprzedawać żywego czy nie. Oczywiście obrońcy starej dobrej komunistycznej tradycji dla ubogich będą za, bo przecież nie ma nic bardziej zajebistego niż bydle z łuskami pływające w tyciej wannie w ich i tak przyciasnej łazience, które potem trzeba po cichu - żeby dzieci tego nie oglądały - walnąć młotkiem między oczy i wypatroszyć nożem. Przeciwnicy, czyli obrońcy praw zwierząt nawet siłą wyjętych z wody, będą naturalnie całkowicie przeciw, bo to niehumanitarne i nieludzkie i nierybie nawet bym powiedział. Osobiście prywatnie, publicznie i zasadniczo deklaruję iż jestem po stronie tych drugich i to od dawien dawna, kiedy nie było to jeszcze modne. Raz, że jako ludzie jesteśmy wystarczająco niehumanitarni wobec siebie i nie ma co w to wciągać jeszcze niewinnych zwierząt, dwa, nie słyszałem jeszcze ani razu, żeby własnoręczne zabicie karpia poprawiło jego...

Majtki wyklęte.

 Jest taki stary dowcip, mówiący o tym, że kiedyś, żeby zobaczyć kobiece pośladki należało rozchylić majtki, a dziś, żeby zobaczyć majtki, należy rozchylić pośladki.  Natenczas właśnie , dzięki impulsowi słownemu od Pani Zofii przedstawię w miarę zwięźle historię damskich majtek. Historię teoretycznie długą jak pantalony, ale tak naprawdę jeśli chodzi o przedział czasowy to skąpą jak stringi. Wydawać by się bowiem mogło, że kobieca bielizna jest czymś tak oczywistym i naturalnym, że na pewno pierwsze majtki założyła Ewa zaraz po wygnaniu z raju i jedyne co jest w tej historii niejasne to tylko to jakiej były firmy. Tymczasem jak się okazuje nic bardziej mylnego, przez wiele, wiele wieków gacie jako okrycie intymnej części ciała były czymś zarezerwowanym tylko i wyłącznie dla mężczyzn. Taki na przykład żyjący 5300 lat temu na terenach dzisiejszego Tyrolu słynny człowiek lodu Ötzi, oprócz wierzchniej odzieży miał na sobie specjalną skórzaną przepaskę chroniącą genitalia. W XIII ...

Choreomania.

"...Wtańcz mnie w swoje piękno i niech skrzypce w ogniu drżą Przez paniczny strach aż znajdę swój bezpieczny port Pieść mnie nagą dłonią albo w rękawiczce pieść Tańcz mnie po miłości kres." * Powyższy tekst to oczywiście ostatni wers piosenki p.t. "Dance Me to the End of Love", znanego acz niestety nieżyjącego już jakiś czas artysty Leonarda Cohena. Tekst który w mojej osobistej ocenie łączy w sobie miłość, muzykę i taniec oraz jak wynika z moich obserwacji organoleptycznych bywa dosyć często grany na weselach (ale nie tylko), w charakterze tak zwanego pierwszego tańca, który tradycyjnie inicjuje Para Młoda. I zasadniczo słusznie, bowiem ten pierwszy taniec (nadal w mej osobistej ocenie), jeśli już musi się odbyć, to nie do byle jakiego umpa umpa, tylko do muzyki niosącej dla nowożeńców jakiś ładunek emocjonalny, odświeżający wspomnienia, dający nadzieję na przyszłość, itp. Potem już można tańczyć do wszystkiego, nawet do byle czego jak to często właśnie bywa. Bywa ...