Posty

Wyświetlanie postów z 2017

Defensio.

Obraz
Biorąc pod uwagę powtarzające się w nadchodzących masowo listach prośby czytelników dziś będzie krótko słowem pisanym, dłużej za to obrazem. Naszła mnie bowiem wczoraj taka nagła refleksja dotycząca światowego spisku heteryków spod znaku dwóch skrzyżowanych patyków.
Przez kilka ostatnich lat trwa nagonka na chlapiących ozorem funkcjonariuszy kościoła katolickiego w Polsce. Zwłaszcza jeśli chodzi o rzekomo kontrowersyjne wypowiedzi klech dotyczące tradycyjnego, patriarchalnego modelu rodziny oraz miejsca kobiety w tym związku. Raz po raz oburzeniem pałają feministki, kobiety wyzwolone, lewacy, lewaczki oraz cała reszta która dała się omamić temu bajdurzeniu o równouprawnieniu płci. I czemuż to tak? Bo od czasu do czasu jakiś pozbawiony seksu facet biegający na co dzień w sukience i w purpurowym przyciasnym bereciku z takimże pomponikiem da upust swoim frustracjom wynikającym z niespełnionych fantazji? Bez sensu powiadam wam. Zamiast się na takiego oburzać, czy nagłaśniać jego słowa, tr…

Zimna woda.

Obraz
Od jakiegoś czasu obserwuję w naszym kraju narodziny nowej świeckiej tradycji. Jeżeli w przestrzeni publicznej pojawia się jakikolwiek temat lub problem natychmiast naród dzieli się mniej więcej na pół. Jedna połowa jest za, druga przeciw, niezależnie od stopnia wiedzy, zaangażowania czy partykularnych interesów. Zupełnie jakby niezajęcie jakiegokolwiek stanowiska z automatu oznaczało absenteizm i groziło co najmniej karą grzywny. Wręcz odnoszę nieodparte wrażenie, że im mniej się ktoś na czymś zna tym większą czuje potrzebę zabrania głosu w danej sprawie. Nie inaczej jest w przypadku tak zwanego strajku rezydentów. Od prawie trzech tygodni trwa głodówka i strajk w jednym z Warszawskich szpitali. Od kilku dni do tego protestu przyłączają lekarze z innych placówek i miast oraz kolejni zapowiadają wzięcie udziału w proteście rozumiejąc jak fatalny jest od wielu lat stan służby zdrowia w Polsce.
A co tam panie w narodzie? Oczywiście za i przeciw. Ci co za, całkiem rzeczowo mówią i piszą …

Niech jadą.

Obraz
Szanowna Służbo Zdrowia (choć wypadałoby napisać Służbo Niezdrowia, bo zajmujecie się wszak głównie chorymi). Niech twe oblicze rozjaśni uśmiech tak promienny jak grzywa Trumpa oraz tak szeroki jak czułe ramiona batiuszki Putina. Albowiem rząd nasz w geniuszu swej prostoty znalazł rozwiązanie trosk, smutków i bolączek twych Służbo, które się okazały tak mikre jak wzrost Kaczyńskiego. Szanowna Służbo Niezdrowia, nie ma co protestować, nie ma co żądać, strajkować, głodować. Trzeba spierdalać. Co prawda nikt oficjalnie takich słów nie użył, ale jak inaczej można interpretować zwrot: niech jadą? Za mało zarabiają, źle im w kraju, gdzie indziej lepiej płacą? Niech jadą! Nie podobają się rządy PiSu? Niech jadą! Brzydzą się reform nowych pisanych na kolanie? Niech jadą! Nie w smak im trwonienie publicznych finansów na nierobów? Niech jadą! Te wszystkie wykształciuchy, łże elity, ale też i prości robotnicy - źle wam? To wypierd... eee, to znaczy niech jadą! A rząd się sam wyżywi. I wyleczy (…

Nadszyszkownik.

Obraz
Od urodzenia mam dookoła siebie las. To nie znaczy oczywiście, że na świat przyszedłem w szałasie. W stajence zresztą na szczęście też nie. Ale odkąd pamiętam wszędzie dookoła rosły i rosną jeszcze póki co drzewa. Taki już po prostu ciężki los człeka mieszkającego poza miastem w otulinie drugiego co wielkości parku narodowego w naszym kraju. Do dziś spacerując po uliczkach z mojego dzieciństwa widzę rozłożyste dęby, na które się wspinaliśmy, kasztanowce spod których zbieraliśmy wydłubywane z zielonych kolczastych łupinek lśniące brązowe kasztany czy klony z których pożółkłych liści obowiązkowo wykonywaliśmy jesienią bukiety dla naszych mam. Oczywiście jak to już w naszym świecie urządzone drzewa też podlegają prawom przemijania, choć nader często pomaga im w tym człowiek. Nie ma więc już dawno ogromnej wierzby płaczącej, dającej w upalne lata chłodny cień po której pniach często wspinaliśmy się na dach rodzinnego piętrowego domu, nie ma krzywej sosny pod której gałęziami po lekcjach u…

Błogosławiony szybki numerek.

Obraz
Tak się ostatnio w naszym kraju porobiło, że jak ktoś komuś życzy seksu to robi się z tego wielkie halo i człeka życzliwego zaraz się okrzykuje chamem, prostakiem, zwyrodnialcem, bydlęciem,  pornofilem lub co najmniej nieuprzejmym gburem. A niesłusznie całkiem. Niesłusznie powiadam. A czemu tak uważam? Ano temu, że wierzę w siłę nauki. Niezastąpieni amerykańscy naukowcy (tym razem z Pensylwanii) specjalizujący się w badaniu czegokolwiek byle tylko badać, działając wspólnie i w porozumieniu z amerykańskimi seksuologami, terapeutami i ogólnie brzmiącymi specjalistami dowiedli iż, regularny seks ma niesamowicie zbawienny skutek dla ludzkiego organizmu. Ale nie taki regularny, że każdego piątego dnia nieparzystego miesiąca w parzyste lata, tylko taki co się go ma co najmniej dwa razy w tygodniu. Każdym tygodniu.

Taki to właśnie seks powoduje przede wszystkim powstawanie w naszym organizmie immunoglobuliny pozwalającej naszemu ciału bronić się przed infekcjami i zakażeniami. Oprócz tego dz…

Mistrz i Małgorzata.

Obraz
Kilka miesięcy temu larum się podniosło ogromne i widmo jęło krążyć nad światem. Nad światem analfabetyzmu bo larum owe dotyczyło oczywiście najnowszej reformy instytucji zwanej szumnie edukacją narodową czyli szkolnictwa. O dziwo najwięcej kontrowersji wzbudziła likwidacja gimnazjów (większość rodziców i prawie wszyscy nauczyciele byli temu przeciwni) co mnie akurat w całym tym bajzlu ucieszyło ogromnie, gdyż nie ukrywałem nigdy, że wprowadzenie tychże gimnazjów uważałem (i zdania nie zmieniam) za takie retro sentymentalne zagrywki grupki oszołomów co to nie wyrośli nigdy z krótkich gatek i mitów o wielkości Polski przedwojennej. Mając niemniej świadomość, że reforma robiona na kolanie i w pośpiechu nigdy dobrą reformą nie będzie i przyniesie więcej złego niż dobrego z pewną dozą nieśmiałości jako posiadacz dzieci w wieku przymusu edukacyjnego wsparłem protesty jak umiałem. Czyli ku uciesze dzieci mych każdego dziesiątego dnia miesiąca nie posyłałem ich na dwie pierwsze lekcje pisząc…