Posty

Dyktatorek.

Obraz
Czytałem kiedyś taką oto ciekawostkę o towarzyszu Stalinie. Kiedy mu się nudziło i miał dobry humor wzywał swoich doradców z politbiura i rzucał im jakiś wymyślony problem, żądając pomysłów jak go rozwiązać. Bawił się potem słuchając niedorzecznych odpowiedzi swoich doradców wiedzących, że jeśli tylko Stalin uzna, iż się nie starają mogą trafić do łagru lub stracić życie. Przypomniałem sobie tą historyjkę śledząc dosyć luźno co tam ostatnio dzieje się w naszej rodzimej polityce, zwłaszcza, że mamy sezon ogórkowy. Wiadomo, jaki kraj, taki dyktator, jaki dyktator tacy doradcy. Choć osobiscie szczerze wątpię, żeby naszego dyktatorka mogło rozśmieszyć coś więcej niż kowboj spadający z byka na rodeo, to jednak jego usłużni podwładni prześcigają się sami z siebie w wymyślaniu bzdur i kretynizmów. Niektóre te pomysły wydają się groźne, jak słowa pewnej posłanki, która najchętniej opozycję by pozamykała, zlikwidowała, a pełnię władzy oddała w ręce naczelnika Jarosława. Inne są populistycznie …

Opornik.

Obraz
Onegdaj dziecięciem prawie jeszcze będąc odkryłem zespół Kult. A raczej zespołu tego muzykę i zakochałem się w niej bezgranicznie. Miłość ta jednostronna trwa zresztą do dziś, ale o wcześniejszych czasach póki co wspomnieć chciałem. Wśród wielu refleksyjnych czy też zaangażowanych społecznie piosenek Kultu pojawia się na płycie Your Eyes wydanej w 1991 roku utwór pod tytułem Parada wspomnień. Skoczny, melodyjny i choć opisujący realia stanu wojennego z wszechmiar radosny. Słuchając tego kawałka od lat nieodmiennie czuję niezwykle pozytywną energię i wspominam lata młodzieńcze, kiedy żałowałem, że tamte opisywane w piosence wydarzenia już "nie, nie, nie, nie powtórzą się". Kazik bowiem, całkiem słusznie zresztą czasy poważne i przepełnione patriotycznymi uniesieniami pokazał przez pryzmat dorastania i dojrzewania młodego pokolenia, dla którego nawet stan wojenny, wojsko na ulicach czy godzina policyjna były kolejną okazją do zabawy i czerpania z życia pełnymi garściami.

Jakże…

Niepełnosprytni.

Obraz
Posiadam w podręcznym zbiorze moich wspomnień wiele obrazów z przeszłości, choć przyznać trzeba, że od zawsze wyświetlały się one przypadkowo, wywołane jakimiś zdarzeniami, słowami czy obejrzanym filmem, nie mam bowiem w zwyczaju siadać i rozpamiętywać minionych lat. Takim wspomnieniem jest i to, kiedy dziecięciem jeszcze będąc wraz z rodzicielką z okazji różnych niezbędnych zakupów bywałem w centrum Warszawy - w tak zwanych Domach Centrum. W pasażu, dziś imienia Wiecha siadywał wówczas starszy już pan, niewidomy, obowiązkowo zawsze w berecie i z harmonią, na której wygrywał różne melodie. Obok pana, oprócz psa przewodnika i pudełka na datki stał zawsze kartonik z informacją, iż pan ten jest byłym Powstańcem Warszawskim. Dostawałem wtedy od mamy monetę, którą nieco onieśmielony zanosiłem niewidomemu harmoniście. Owo wspomnienie prawie zawsze przywołuje kolejne podobne i okazuje się, że z czasów dzieciństwa pamiętam wielu niepełnosprawnych, choć wtedy mówiło się inwalida. Znakomita wię…

Kanikuły czas radości.

Obraz
O Chinach można by pisać godzinami. Dlatego postaram się krótko i treściwie. Dla nas Europejczyków jest to kraj wielu osobliwości i zupełnie odmiennej mentalności i kultury. Ale jak wszystkie narody świata niezależnie od szerokości i długości geograficznej łączy nas z Chińczykami na pewno jedno: zawsze znajdą się w ogóle populacji jakieś szczególne wybitne jednostki. Jak pewna chińska rodzina, która jakiś czas temu przygarnęła szczeniaczka - co samo w sobie oczywiście godne jest pochwały - ale też nieco dziwne, bo przecież w tym rejonie świata pies występuje częściej jako danie niż pupil. No, ale jak to mówią stało się, przygarnięty mały piesek dosyć szybko rósł, wykazując nieco dziwne kulinarne zainteresowania (od obgryzania kości wolał owoce), aż w końcu zaskoczył całą rodzinę i zaczął coraz częściej chodzić na dwóch łapach. Wezwana policja oraz specjaliści - bynajmniej nie kynolodzy - orzekli, iż jest to niedźwiedź i to z zagrożonego gatunku. Zgodnie z chińskim prawem rodzinie odeb…

Kraina Oz.

Obraz
W Warszawie policja zatrzymała oraz doprowadziła do prokuratury niejakiego Andrzeja D. Nic w tym dziwnego, od tego między innymi jest policja, żeby zatrzymywać i doprowadzać podejrzanych, a prokuratura od tego, żeby prowadzić śledztwa i stawiać przestępców przed sądem. Czym anonimowy Andrzej podpadł policji i prokuraturze? Tym, że "paradował" po mieście w koszulce z symbolem SS czyli Schutzstaffel (eskadra obronna) - formacji policyjno wojskowej z czasów III Rzeszy, która między innymi "wsławiła" się mordowaniem ludności cywilnej w podbitych krajach, jeńców wojennych oraz której członkowie byli brutalnymi strażnikami obozów koncentracyjnych. Co niniejszym oznacza, że Andrzej podpadł pod artykuł 256 paragraf 2 kodeksu karnego Rzeczypospolitej. Który to artykuł zabrania między innymi publicznego nawoływania do nienawiści, propagowania nazizmu, komunizmu i innych totalitarnych ustrojów, a także obnoszenia się z symbolami tychże. Co ciekawe, niepublicznie lub w ramach …

Parazytologia antagonistyczna.

Obraz
Od całkiem niedawna w przedszkolach uczą, że w przyrodzie najważniejsza jest równowaga. Zakłócenie tej niezwykle delikatnej harmonii prawie zawsze ma katastrofalne skutki oraz może prowadzić do wymierania całych gatunków, zależnych od siebie populacji i w efekcie do bezpowrotnej dewastacji ekosystemów na skalę kontynentalną czy nawet światową. W tych samych przedszkolach, a później szkołach również od niedawna uczą też, że największym zagrożeniem dla przyrody jesteśmy my, ludzie, oraz tego, że o Ziemię trzeba dbać - inaczej grozi nam katastrofa. Człowiek bowiem, będąc niezaprzeczalnie tworem zależnym od przyrody i jej różnych ekosystemów jest jednocześnie największym na ziemi parazytem. Czyli tłumacząc z polskiego na nasze: pasożytem. Encyklopedyczna definicja pasożytnictwa wywodzi się z greckiego słowa parasitos, czyli spożywający przy stole innego. Ten nieco anachroniczny zwrot można by w uproszczonej formie przetłumaczyć na język młodzieżowy: ktoś, kto przyszedł napić się i najeść …

Każdy lubi walenie.

Obraz
Dla przeciętnego człowieka, nie będącego waleniofilem czy też nauczycielem przyrody lub biologii wiedza o waleniach sprowadza się do faktu, iż są to wielkie zwierzęta pływające w morzach i oceanach. Nieliczni czytali też przymusowo dawno temu powieść o białym wielorybie p.t. Moby Dick. I to zdaje się byłoby wszystko na ten temat. A szkoda, bo gatunek ten jest niezwykle zróżnicowany (znamy około 80 odmian tych zwierząt) i pływa po naszej planecie już od 50 milionów lat, czyli dużo, dużo dłużej niż trwa historia tak zwanego homo sapiens. Faktycznie, większość wielorybów to kolosy, a rekordzistą wśród tych gigantów jest oczywiście Płetwal Błękitny uznawany za największe zwierzę w historii naszego globu, osiągający 33 metry długości i wagę 190 ton. Dla porównania po drugiej stronie tabeli pływa jego najmniejszy krewniak czyli Walenik Mały mierzący 6,5 metra długości i ważący "raptem" 3,5 tony.
Wieloryby poza wyglądem i środowiskiem w jakim żyją, pod wieloma względami są podobne …