Posty

Pomasuj mi konia.

Obraz
Do tej pory byłem przekonany, że prym w politycznych idiotyzmach wiodą posłowie klubu PiS. Jak nie pewna wszystkożerna posłanka ze swoimi pseudonaukowymi teoriami dotyczącymi kobiet to Szyszko zgłaszający do prokuratury jako przestępstwo wpisanie Białowieskiego Parku Narodowego na listę światowego dziedzictwa lub wtórująca mu w poziomie "inteligencji" pani premier informująca społeczeństwo, że obóz koncentracyjny w Oświęcimiu to doskonały dowód na to, że państwo powinno chronić swoich obywateli. Oprócz tego historie z carycą Katarzyną, cenzura WOŚP w "publicznej" telewizji, San Escobar, wielka słabość ministra obrony do młodych chłopców i bomb termobarycznych rozsadzających parówki czy "wielkie zwycięstwo" Szydło w Brukseli podczas wyborów szefa Rady Europy. Przykładów można by mnożyć wiele, bo powszechnie wiadomo, że gdzie rozum śpi tam budzą się demony, a po tej stronie demonów jest wiele i ciągle są nienasycone. Ale inne, niestety prawdziwe stare przy…

Flecista.

Obraz
Dawno dawno temu, tak dawno, że nawet najstarsze dęby wycięte przez Szyszkę tego nie pamiętają zaczytywałem się co wieczór bajkami. A właściwie baśniami. Baśniami braci Grimm. Z wypiekami na twarzy (tak zakładam, nie żebym akurat pamiętał) przerzucałem kolejne karty opasłego tomiszcza zastanawiając się czy dla odmiany kolejna bajka zakończy się słodko, szczęśliwie i tęczowo czy też jak zwykle zdecydowanie wręcz przeciwnie. Fascynowały mnie te historie choćby dlatego, że zanim nie poznałem twórczości owych braci G wychowywany byłem na popularnej w czasach późnego PRLu serii książeczek/bajeczek "Poczytaj mi Mamo". Były to oczywiście słodkopierdzące historyjki z obowiązkowym szczęśliwym zakończeniem i niejednokrotnie umoralniającym przesłaniem typu wers kapeli Lady Punk: "szanuj czas i pieniądz, żeby myj, zbieraj złom, dobry bądź dla zwierząt, one ciebie też kochać chcą..." A tu bach! Bracia Grimm. Mrok, zgroza, przemoc, kara i pokuta... czyli rzeczywistość. Jedną z …

Spinner.

Obraz
Dzieci moje przeszły na mroczną stronę mocy. Wzięły z domu po 15 zł, pojechały do sklepu i kupiły sobie zabawkę Fidget Spinner. Czyli takie trzy kółeczka (podstawowa wersja) kręcące się wokół czwartego. Zabawka została zaprojektowana jeszcze w latach 90tych ubiegłego wieku przez panią Catherine Hettinger i miała pomagać dzieciom autystycznym i tym z ADHD skupić się na wykonywanych czynnościach. Jak się okazało dopiero dziś bije rekordy popularności i sięgają po nią zarówno dzieci jak i dorośli. Taka mała rzecz, a jak cieszy. I ja ucieszyłem się też na początku podwójnie. Po pierwsze cena zabawki niezbyt wygórowana, (a już widziałem w życiu tyle modnych byle jakich zabaweczek za kosmiczne pieniądze). A po drugie zawsze to jakaś manualna zabawa, a nie jedynie trening kciuków przy pomocy nowej gry na srajfonie. Kręci się, kolorowa, można podrzucać, oko cieszy.
Chwilę potem jednak przyszło pierwsze ostrzeżenie. Z USA, gdzie zabawka ta dużo wcześniej niż w Europie stała się modna. Okazuje …

List do K.

Obraz
Dzień dobry pani Kurator.
W pierwszych słowach mego listu spieszę zapewnić, że u mnie wszystko w porządku. Po staremu. To znaczy oczywiście po nowemu staremu. Zapewniam, że pobyt w zamkniętym ośrodku umoralniająco resocjalizacyjnym wywarł na mnie zbawienny wpływ. Stałem się nowym człowiekiem i w głowie mej już nawet nie kiełkuje myśl, by nieubraną niewiastę sfotografować. Sprawdzone metody wychowawcze (już nie uważam, żeby elektrowstrząsy i polewanie lodowatą wodą były barbarzyństwem) sprawiły iż wreszcie zrozumiałem, że całe zło świata tego bierze się z nieskromności niewieściej właśnie oraz z pokazywania nieskromności owej. Dzięki nowemu prawu, skutecznie działającej policji obyczajowej oraz ośrodkowi penitencjarnemu dotarło wreszcie do mnie, że życie całe swoje kroczyłem ciemną doliną i byłem wrzodem na zdrowym ciele naszego społeczeństwa. Tak jak Pani przewidziała wraz z upływem czasu coraz bardziej w mej pamięci zaciera się wspomnienie płonących na stosie wszystkich moich negaty…

I śmieszno i straszno.

Obraz
Ktoś kiedyś całkiem trafnie zauważył, że kiedy człowiek umiera to jest mu wszystko jedno, tylko cierpi jego rodzina oraz znajomi. Oraz, że tak samo jest kiedy jest się idiotą. Pół biedy, kiedy idiotami są jednostki, pojedyncze sztuki, które można w miarę potrzeby łatwo i bezboleśnie wyrugować ze swojego życia, nawet jeśli to rodzina. Gorzej kiedy takich pozbawionych sporych fragmentów kory mózgowej gości zbierze się w jednym miejscu więcej i co jeszcze bardziej gorsza, dorwą się oni do władzy. A każda władza (nawet ta najniższego szczebla - samorządowa) by "dobrze" rządzić musi mieć swoje media. Taką tubę propagandową, tablicę ogłoszeń, miejsce gdzie sadzić sobie będzie do woli kwiatuszki na ugorach swoich rzekomych sukcesów. Tak było, jest i będzie niezależnie od tego z której strony sceny politycznej władza owa się wywodzi. Jest tylko drobna rzecz, która odróżnia cynicznych cwaniaków od zwykłych idiotów. Ta rzecz nazywa się... inteligencja. Bo inteligentny, potrafi drugiem…