Posty

Kakaja budziet fjuczer.

Obraz
Kakaja budziet fjuczer? Takie pytanie zadał reporter Eski Rock napotkanemu Rosjaninowi przeprowadzając uliczną ankietę na temat przyszłości Polski. Rosjanin jak to Rosjanin, nauczony, że nawet na ulicy udzielając głosu anonimowo odpowiadać trzeba na wszelki wypadek zgodnie z oczekiwaniami partii i władz najwyższych rzekł, że będzie ta fjuczer dobra, że Polska będzie się rozwijać i rozwijać. Z jednej strony wypadałoby się cieszyć, że tak nasz kraj postrzegają goście, ale z drugiej słuchając tej wypowiedzi nabrałem osobiście podejrzenia, że ów obcokrajowiec wygłaszając taką opinię przekornie miał w myślach mocno utrwalony obraz rolki papieru toaletowego oraz znanej wszystkim podstawowej czynności do jakiej się owego papieru używa. Bo czymże innym niż przekorą można wytłumaczyć fakt, iż przyszłość świetlaną widzi się przed krajem, który będąc jednym z najmłodszych członków Unii Europejskiej - i co za tym idzie najbardziej korzystającym z unijnych dobrodziejstw - robi wszystko, by standar…

Pod sutanną najciemniej.

Obraz
W mojej wiejskiej przychodni przyjmował kiedyś lekarz, który wiecznie palił papierosy w związku z czym zalatywał popielniczką może nie na kilometr, ale na parę dobrych metrów na pewno. Co do zasady odkąd pamiętam w ogóle unikam lekarzy, ale już takich szczególnie omijam szerokim łukiem niekoniecznie chcąc korzystać z ich wiedzy i doświadczenia. Tak samo jak przy zakładaniu ogrodu nie posłuchałbym wskazówek ogrodnika który ma wybetonowane podwórko czy w kwestii ubioru nikomu doradzać nigdy nie zamierzam bo sam się lubię ku rozpaczy mej małżonki ubierać jak dziad. Tym bardziej więc od lat niezmiennie bawiło mnie i bawi do dziś coś takiego co się nazywa nauki przedmałżeńskie, zwłaszcza te organizowane przez parafie (choć te odbywające się w poradniach rodzinnych zdominowanych przez stare panny lepsze wcale nie są). Nauki zwane są także katechezami przedmałżeńskimi i na nich właśnie ludzie zobowiązani do życia w czystości i z ustawowym zakazem posiadania żony oraz dzieci uczą innych w jak…

Pomasuj mi konia.

Obraz
Do tej pory byłem przekonany, że prym w politycznych idiotyzmach wiodą posłowie klubu PiS. Jak nie pewna wszystkożerna posłanka ze swoimi pseudonaukowymi teoriami dotyczącymi kobiet to Szyszko zgłaszający do prokuratury jako przestępstwo wpisanie Białowieskiego Parku Narodowego na listę światowego dziedzictwa lub wtórująca mu w poziomie "inteligencji" pani premier informująca społeczeństwo, że obóz koncentracyjny w Oświęcimiu to doskonały dowód na to, że państwo powinno chronić swoich obywateli. Oprócz tego historie z carycą Katarzyną, cenzura WOŚP w "publicznej" telewizji, San Escobar, wielka słabość ministra obrony do młodych chłopców i bomb termobarycznych rozsadzających parówki czy "wielkie zwycięstwo" Szydło w Brukseli podczas wyborów szefa Rady Europy. Przykładów można by mnożyć wiele, bo powszechnie wiadomo, że gdzie rozum śpi tam budzą się demony, a po tej stronie demonów jest wiele i ciągle są nienasycone. Ale inne, niestety prawdziwe stare przy…

Flecista.

Obraz
Dawno dawno temu, tak dawno, że nawet najstarsze dęby wycięte przez Szyszkę tego nie pamiętają zaczytywałem się co wieczór bajkami. A właściwie baśniami. Baśniami braci Grimm. Z wypiekami na twarzy (tak zakładam, nie żebym akurat pamiętał) przerzucałem kolejne karty opasłego tomiszcza zastanawiając się czy dla odmiany kolejna bajka zakończy się słodko, szczęśliwie i tęczowo czy też jak zwykle zdecydowanie wręcz przeciwnie. Fascynowały mnie te historie choćby dlatego, że zanim nie poznałem twórczości owych braci G wychowywany byłem na popularnej w czasach późnego PRLu serii książeczek/bajeczek "Poczytaj mi Mamo". Były to oczywiście słodkopierdzące historyjki z obowiązkowym szczęśliwym zakończeniem i niejednokrotnie umoralniającym przesłaniem typu wers kapeli Lady Punk: "szanuj czas i pieniądz, żeby myj, zbieraj złom, dobry bądź dla zwierząt, one ciebie też kochać chcą..." A tu bach! Bracia Grimm. Mrok, zgroza, przemoc, kara i pokuta... czyli rzeczywistość. Jedną z …

Spinner.

Obraz
Dzieci moje przeszły na mroczną stronę mocy. Wzięły z domu po 15 zł, pojechały do sklepu i kupiły sobie zabawkę Fidget Spinner. Czyli takie trzy kółeczka (podstawowa wersja) kręcące się wokół czwartego. Zabawka została zaprojektowana jeszcze w latach 90tych ubiegłego wieku przez panią Catherine Hettinger i miała pomagać dzieciom autystycznym i tym z ADHD skupić się na wykonywanych czynnościach. Jak się okazało dopiero dziś bije rekordy popularności i sięgają po nią zarówno dzieci jak i dorośli. Taka mała rzecz, a jak cieszy. I ja ucieszyłem się też na początku podwójnie. Po pierwsze cena zabawki niezbyt wygórowana, (a już widziałem w życiu tyle modnych byle jakich zabaweczek za kosmiczne pieniądze). A po drugie zawsze to jakaś manualna zabawa, a nie jedynie trening kciuków przy pomocy nowej gry na srajfonie. Kręci się, kolorowa, można podrzucać, oko cieszy.
Chwilę potem jednak przyszło pierwsze ostrzeżenie. Z USA, gdzie zabawka ta dużo wcześniej niż w Europie stała się modna. Okazuje …