Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2014

Raz do roku w Skiroławkach.

Obraz
Raz do roku oczywiście z przymrużeniem oka. Skiroławki też są umowne - to tak ku uwadze tych wszystkich, którzy odbierają moje zdjęcia i to co piszę zbyt dosłownie.  Przedstawiam dziś ponownie u siebie Andrzeja, znanego i uznanego modela i piękną oraz nieustraszoną Sylwię, którą udało się nam razem z Andrzejem porwać hen z południowej Polski. Piękna Sylwii opisywać nie będę, ale nieustraszoności jej (i modela też) dowodzi termin powstania sesji. Wbrew pozorom to nie lato, a kalendarzowa jeszcze zima, jak na początek marca przystało. Dzień nam się trafił słoneczny, wietrzny jak to często nad Wisłą bywa i wcale nieupalny. Podczas zdjęć z Andrzejem zawsze tak jakoś jest, że jakbym nie miał jednokierunkowo wymyślonego tematu sesji (w tym wypadku była to idea przedstawienia niecodziennego spaceru), zawsze na manowce zejdziemy i powstają historie poboczne. Które też tu pokażę.














Agita.

Obraz
Wakacje wakacjami, lenistwo, lenistwem, konwój rosyjski na Ukrainie konwojem, ale coś wrzucić na fotoblog wypada ;)
Dziś również wspomnień czar. Płock poza zabytkami nadgryzionymi zębem czasu też pięknościami stoi, niczym nienadgryzionymi, czego dowodem tym razem będzie Agita. Modelka którą najczęściej spotkać można w Irlandii, a którą mi się udało zaprosić czy też porwać do siebie, czyli do Truskawia.
Jak będzie widać na zdjęciach, czasami lubię przed obiektywem poza piękną i niekoniecznie ubraną modelką mieć kawałek folii... co daje efekty takie jak widać.






















Martyna.

Obraz
Żeby nie było, że się lenię, choć właściwie lenię się aktualnie w górach w ramach tak zwanego urlopu, wiecie, zamki, szlaki górskie i piwo ze Słowacji na wyciągnięcie ręki... nie wiem jak Wy, ja z tych trzech opcji wybrałem piwo ;) Internet tutaj sączy się jak woda przez ścianę, przez większość dnia telefon milczy bo nie ma zasięgu, w telewizji trzy kanały i to z przerwami bo fale radiowe skał nie lubią... koszmar cywilizacyjny dla młodszego pokolenia, dla mnie bardzo znośna lekkość bytu ze  śpiewem ptaków i szumem potoku Czercz.
Ale wracając do tematu postu, czyli tytułowej Martyny, jakiś czas odbyłem wyprawę w kierunku wschodnim, na zaproszenie kolegi z Białegostoku, z którym nie widziałem się od lat, nie dlatego, że miasto Białystok jest daleko, tylko dlatego, ze kolega się zalągł na Islandii i mu się tam nawet o zgrozo podoba, jakby było coś fajnego w chłodnym powietrzu, bezleśnym pejzażu i gejzerach ciepłej wody tryskających spod stóp ;) Tak czy siak, przy okazji odwiedzin u Ada…