Martyna.

Żeby nie było, że się lenię, choć właściwie lenię się aktualnie w górach w ramach tak zwanego urlopu, wiecie, zamki, szlaki górskie i piwo ze Słowacji na wyciągnięcie ręki... nie wiem jak Wy, ja z tych trzech opcji wybrałem piwo ;) Internet tutaj sączy się jak woda przez ścianę, przez większość dnia telefon milczy bo nie ma zasięgu, w telewizji trzy kanały i to z przerwami bo fale radiowe skał nie lubią... koszmar cywilizacyjny dla młodszego pokolenia, dla mnie bardzo znośna lekkość bytu ze  śpiewem ptaków i szumem potoku Czercz.
Ale wracając do tematu postu, czyli tytułowej Martyny, jakiś czas odbyłem wyprawę w kierunku wschodnim, na zaproszenie kolegi z Białegostoku, z którym nie widziałem się od lat, nie dlatego, że miasto Białystok jest daleko, tylko dlatego, ze kolega się zalągł na Islandii i mu się tam nawet o zgrozo podoba, jakby było coś fajnego w chłodnym powietrzu, bezleśnym pejzażu i gejzerach ciepłej wody tryskających spod stóp ;) Tak czy siak, przy okazji odwiedzin u Adasia udało mi się, dzięki pomocy fotografów kolegów z Białegostoku czyli Grzesia i Darka porwać na sesję piękną Martynę. Efekty prezentuję poniżej... ale z góry uprzedzam, że Martyna choć piękna to do wstydliwych nie należy ;)






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zombie.

Szecherezada.

Lech, Czech i Rus.