Kejt.

Tak wiem. Przynudzam czasami o tym, że warto czytać. Tak wiem, że dziś internet i multimedialny telefon w zupełności wystarczają do życia i po kiego grzyba komuś książka. Ale wyobraźmy sobie taką hipotetyczną sytuację, że jakiś wcale nie tak znowu szalony terrorysta (niekoniecznie też zaraz pochodzący z kraju gdzie koza ma większą wartość niż kobieta) w jakiś sposób unieruchamia sieć na całym świecie. Czy tylko ja mam wrażenie, że takiej sytuacji całe pokolenia młodych, urodzonych po 1990 roku w krajach cywilizowanych zacznie popełniać samobójstwa, popadać w obłęd, szaleć z braku sensu w życiu? Bo nagle się okaże, że ich świat się skurczył do wielkości martwego wyświetlacza ich telefonu. Liczba ludzi z którymi mogą porozmawiać spadnie do zera, bo kto z młodych teraz rozmawia z sąsiadem przez płot? Prędzej już z rówieśnikami z antypodów w pięciu językach z czego najważniejszym jest ten zbliżony do pisma egipskiego, czyli oparty na piśmie obrazkowym.
A co zrobią wtedy starsze pokolenia? Przynajmniej te które jeszcze żyją? Hm... nie zrobią nic nowego. Spędzą dzień, tydzień, miesiąc i rok tak jak spędzali dotychczas. Bo rozkład jazdy autobusu mają w notesie, numery telefonów do znajomych też, a kiedy chcą gdzieś dotrzeć potrafią skorzystać z papierowej mapy. A kiedy zmęczeni codziennością zechcą uciec od trosk świata codziennego, choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości, znaleźć wentyl dla emocji jakie ich przepełniają sięgną po książkę. Nie ważne czy to będzie beletrystyka, literatura faktu, książka historyczna czy w klimacie s-f. Ważne, że to właśnie przez wieki książka była przedmiotem, który nie pozwalał się nudzić, rozwijał wyobraźnię, uczył i często był jedynym medium potrafiącym pokonać granice państw, ustrojów, kontynentów. Nie bez powodu w ustrojach totalitarnych XX wieku to właśnie najczęściej pisarze i poeci byli cenzurowani. Bo słowo pisane miało i nadal ma w sobie wielką moc.
Dlaczego tym razem znowu dręczę Was wizją zadrukowanych czarnymi robaczkami stron? Ano dlatego, że udało mi się znowu spotkać na swojej drodze piękną Katię, która nie dość, że pochodzi z kraju łukaszenką i cenzurą płynącym to jeszcze z wykształcenia jest bardzo związana z książkami. Tym razem spróbowałem Katię utrzymać w ramach wąskiego kadru, ale na szczęście zupełnie mi się to nie udało.
Podziękowania dla Łukasza, za kawę, łóżko i dobre serce.







Komentarze

  1. Piękne! Drugie od góry - torpeda!

    OdpowiedzUsuń
  2. zdjecia swietne...mam pytania o te przetarcia na 4 kadrach od dolu..? czym spowodowane?..pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przetarcia są wynikiem awarii przy wołaniu. Nie pochodzą z żadnego programu graficznego ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zombie.

Szecherezada.

Lech, Czech i Rus.