Nina.

A dziś w ramach uzupełniania zaległości będzie Nina. A dokładniej moja pierwsza przygoda z nią. Nie mylić z tak zwanymi wakacyjnymi przygodami, choć chyba wakacje akurat były. Po prostu Nina się jeszcze u mnie na zdjęciach pojawi. A właściwie pojawiła. Ale nie wyprzedzajmy wydarzeń. Załóżmy, że są jeszcze wakacje, parkuję auto w Płocku pod blokiem gdzie akurat mieszka Nina, którą do tej pory znałem tylko z internetowych rozmów. Mieliśmy z Niną dwa luźno dogadane pomysły na sesję zdjęciową, ale kiedy wczłapałem się na ente piętro schodami stwierdziłem, że chcę kawę i chwilę na przemyślenia. Ku zdziwieniu Niny buty, torbę z aparatami i kurtkę rzuciłem na podłogę (Nina młoda jest i nie wie, że prawdziwy mężczyzna nawet brudnych skarpetek i gaci się nie boi na podłogę rzucić), kawę wypiłem i stwierdziłem, że tu i teraz fotografować ją chcę, bez szukania innych miejsc, bo miejsce, fotel i światło mi się podobają. Wielu osobom zapewne zawartość tła będzie przeszkadzać, ale uczciwie powiem, sterylne kadry przestały mnie bawić, a wręcz nudzić zaczęły. Więc żeby już nie przedłużać, oto Nina.















Komentarze

  1. Druh zacnym aparatem jest. Płocczanki piękne. zazdraszczam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zombie.

Szecherezada.

Lech, Czech i Rus.