Przejdź do głównej zawartości

Posty

Krakonos.

Jest taka kotlina, co usta mężczyzny rozchyla, co uda kobiety odsłania, jest taka kotlina... jak to onegdaj śpiewała bezczelnie erotycznie Jopek, wykorzystując do tego tekst wiersza Stanisława Grochowiaka. W oryginale było co prawda o wietrze, ale dziś u mnie będzie jakby troszkę o kotlinie, więc sami wiecie, rozumiecie, licentia poetica swoje prawa ma. W Polsce mam ulubione dwie siostrzane praktycznie kotliny, co usta me rozchylają. Jedną mniejszą Kłodzką i drugą większą Jeleniogórską. Nie żeby inne kotliny, kotliszcza czy kotlinki były mniej urokliwe. Po prostu te dwie wymienione przeze mnie jako przyszły geolog przedreptałem wszerz i wzdłuż, a jak się tyle drepcze, to trudno się nie zakochać, bo nie samą miłością do kobiet wszak człowiek żyje. Tak więc (uwielbiam zaczynać zdanie od "tak więc", mimo, iż wiem, że właśnie w tym momencie gdzieś w świecie umiera jeden polonista) dziś będzie o tych właśnie kotlinach. Które to kotliny posiadały, a właściwie posiadają póki co jesz...

Homo homini lupus.

 O Romulusie i Remusie słyszeli wszyscy. No dobra, może nie wszyscy, ale na pewno sporo osób czytało gdzieś i kiedyś tam, choćby pobieżnie o legendarnych braciach, założycielach Rzymu, wychowanych przez wilczycę. Mowgli z Księgi Dżungli autorstwa Kiplinga, czyli dziecko żyjące wśród wilków, też jest wielu znany, zwłaszcza odkąd wymyślono filmy i powieść ta wielokrotnie została zekranizowana na niezliczoną ilość sposobów. Podobnie zresztą było z Tarzanem, wychowanym przez małpy w dżungli, któż o nim nie słyszał, któż filmów o nim nie oglądał? I choć wydawać by się mogło, że są to jedynie legendy oraz literacka fikcja, to prawda jest zgoła inna. Odkąd zaczęto prowadzić rzetelne zapiski i kroniki (czyli od czasów, kiedy kościół katolicki stracił monopol na wykształcenie i piśmiennictwo i przestał trzymać całe narody w ciemnocie i zabobonie), w przeróżnych miejscach świata opisywane na kartach historii są dzieci czy nawet dorośli odnajdywani wśród dzikich, często krwiożerczych zwierząt...

NIEpamięć.

Homo sapiens od dawna był zafascynowany meandrami i zakamarkami ludzkiego umysłu. Dowodem na to, może być chociażby odkrycie czaszki, datowanej na 6-7 tysięcy lat przed naszą erą ze śladami udanej trepanacji. Udanej, bowiem ślady po tej operacji zdążyły się zabliźnić i zarosnąć nim ostatecznie pacjent zmarł. Dużo więcej przykładów takich operacji znajdujemy na cmentarzyskach starożytnych Greków. Co prawda znaleziska te są o kilka tysięcy lat młodsze, ale co ciekawe, większość zabiegów wykonano u mężczyzn z lewej strony głowy. Wytłumaczeniem tej powtarzalności najprawdopodobniej jest fakt, że trepanacji poddawano wojowników po walkach, w których doznali uszkodzeń głowy od praworęcznego przeciwnika. Trepanacji czaszki, o ile dobrze pamiętacie, dokonał też u Anny Dymnej doktor Wilczur, podszywając się pod wioskowego Znachora, o czym odświeżająco ostatnio przypomniał Netflix, podstawiając w miejsce Bińczyckiego Lichotę. Planeta kręcąc się wokół własnej osi wykonała tysiące obrotów wokół s...

Ignacy.

"Tyle znacy co Ignacy" - czyli krótki poradnik o tym jak zostać dyktatorem kieszonkowym w średniej wielkości państewku, bez wzbudzania zbytnich emocji u sąsiadów. Najtrudniejszy oczywiście jest początek. Trzeba się bowiem jakoś dorwać do tej władzy. Prośbą, groźbą, siłą, podstępem, kłamstwem, oszustwem. Nieważne jak, nie liczą się środki, liczy się cel. Trzeba się wspiąć na ten szczyt i już. A dalej to jak na nartach w Alpach - powinno być z górki, gładko miło i przyjemnie. Następny ważny krok to fotel prezydenta. Absolutnie trzeba posadzić na nim jakąś bezwolną miernotę. Niezbyt inteligentną, bo inteligenci czasami myślą i mogą próbować stawiać się okoniem, śledziem czy inną płotką. Jak już mamy to stanowisko obsadzone odpowiednią osobą, to praktycznie drzwi do dowolnego demolowania konstytucji i łamania demokracji mamy szeroko otwarte. Można bez strachu i ryzyka porażki dyktować swoim przydupasom ustawy i uchwały niezgodne ze wszystkim, co do tej pory było wyznacznikiem pra...

Ładna historia

O czym na zlotach motocyklowych, przy brzęczących szklaneczkach czegoś mocniejszego rozmawiają faceci? O motocyklach oczywiście. O kobietach oczywiście. O pracy, o hobby, o makijażu oczywiście... No bo czemu by nie? Brodaci, wytatuowani i pachnący whisky faceci, żadnego tematu się nie boją. Ostatnio więc spierałem się z pewnym Michałem o to, kto wymyślił pojęcie "make- up". On twierdził, że był to polski imigrant Max Factor, czyli Maksymilian Faktorowicz. Ja zaś mając w głowie gdzieś tam głębiej, czytany jakiś czas temu artykuł w tygodniku "Polityka", twierdziłem, że była to polska imigrantka Helena Rubinstein czyli Chaja Rubinstein. Jako, że w dobie Internetu z dostępem do wiedzy nie ma większego problemu, postanowiłem po powrocie ze zlotu kwestię ową "sporną" sprawdzić (słowo sporną specjalnie wziąłem w cudzysłów, żeby ktoś nie pomyślał, że się o to pokłóciliśmy i pobiliśmy, bo takie są mniej więcej wyobrażenia o motocyklistach i oczekiwania wobec nich)....

Einstein seksu.

Spokojnie, nie zamierzam tu wspominać o Casanovie, czy też innych udokumentowanych historycznie nałogowych kobieciarzach. Tylko o pewnym homoseksualiście. Lekarzu. Wizjonerze. Który to, gdyby nie niedouczeni i złośliwi koledzy po fachu oraz jeden kurduplowaty dyktator, mógł skierować naukę o seksualności człowieka na właściwe tory już ponad 100 lat temu. Choć uczciwie trzeba przyznać, że mimo przeszkód próbował. I osiągnął wiele, choć został na długo zapomniany. Nazywał się Magnus Hirschfeld. Doktor Magnus Hirschfeld. Urodził się w 1868 roku w Kołobrzegu, w rodzinie żydowskiego, prowincjonalnego lekarza. Początkowo próbował swoich sił studiując filozofię we Wrocławiu, ale szybko przeniósł się na medycynę i po skończonych studiach otworzył swój pierwszy gabinet w Magdeburgu, w 1894 roku. Tam też pod wpływem dwóch wydarzeń odkrył, że ma misję do spełnienia. W roku 1895 roku pisarz Oscar Wilde został skazany na karę więzienia za "sodomię", oraz jeden z pacjentów Magnusa, pruski ...