Przejdź do głównej zawartości

Cry, baby cry.

 Ludzie już tak mają, że płaczą. Z żalu, z bólu, ze wzruszenia, z radości, ze złości, żeby coś wymusić i na pokaz oraz tak ot, bez powodu. Okulista wam powie, że to bardzo zdrowe, bo łzy oczyszczają, usuwają obce czyli niepożądane i nieporządne ciała spod powiek oraz nawilżają oko chroniąc je przed patogenami i zatarciem niczym lubrykant wiadome części ciała, wiadomo podczas jakiej czynności. Ale to nie jedyna funkcja łez, czy raczej należałoby napisać nie jedyny dobroczynny wpływ płaczu na nasz organizm. Roniąc potoki łez rozładowujemy napięcie psychiczne i obniżamy poziom stresu, do tego nasz organizm uwalnia endorfiny poprawiające ogólne samopoczucie oraz oksytocynę czyli środek przeciwbólowy. Płacz również uruchamia nasz układ współczulny odpowiadający za wyciszenie i regenerację organizmu, a także za prawidłowy poziom tętna i ciśnienia krwi plus regulację temperatury ciała. Werbalny objaw płaczu jest także pierwszą formą komunikacji noworodków ze swoimi rodzicami i światem zewnętrznym. Jestem głodny - płaczę. Podobnie jak mi się nudzi, zesrałem się, zsikałem czy nie mogę zasnąć, bo nikt mnie nie kołysze. Później dzieci uczą się gestów, postękiwań i ostatecznie mowy, ale sami wiecie, że niektóre z płaczu jako formy nacisku i komunikacji wyrastają bardzo późno lub wcale wręcz. Pomijając te jednostki, które z łez wykształciły sobie niezawodne narzędzie wymuszania i terroryzowania bliskich i dalszych, to łzy płynące po policzkach czy szklące się w kąciku oczy są często niewypowiedzianym znakiem, że oto uczyniliśmy komuś przykrość lub zraniliśmy jego uczucia i bardzo często ich widok bywa impulsem do refleksji czy opamiętania i powoduje w nas poczucie winy, w prawidłowych relacjach przekształcające się w chęć naprawienia zła. Oczywiście wszyscy też wiemy, że chłopaki nie płaczą - to jest u nas zakorzenione kulturowo i wielopokoleniowo. o tym, że prowadzi to do zwiększenia liczby samobójstw czy chorób psychicznych u facetów pisałem kiedyś już. Choć jak pokazują najnowsze badania facet, który nie tyle co się mazgai, a płacze w określonym kontekście (śmierć bliskiej osoby czy ukochanego zwierzaka), nie traci w oczach otoczenia, a wręcz zyskuje i wydaje się bardziej ludzki czyli sympatyczniejszy. 
Ale faceci nie płaczą też z jeszcze jednego powodu. Boją się motyli. Nie, nie takich w brzuchu co łaskoczą i powodują niekontrolowany wzwód. Tylko takich nocnych motyli, które można by nazwać łzawymi wampirami. Brzmi co najmniej dziwnie? Bo dla człowieka to z pewnością dziwne jest, ale w świecie przyrody całkiem naturalne. Są motyle co tam sobie tradycyjnie w dzień słoneczny z kwiatuszka na kwiatek beztrosko zapylają, zarówno rośliny jak i panie motylkowe. I chodzi tu o gatunki aktywne tak w dzień jak i w nocy. Te nocne odmiany dla ułatwienia człowiek nazwał ćmami, a słowo to pochodzi z języka staropolskiego i wcześniej oznaczało mrok, ciemność, cień, ciemną chmurę czy nawet gęstą mgłę. Ale są też takie gatunki ciem co to zamiast po omacku czy przy bladym nowiu szukać kwitnących chwastów, uprawiają z lubieżnością lachryfagię i nie ma to nic wspólnego z podrywaniem lasek czy określeniem mężczyzny jako figo-fago czyli takiego co jak ten motylek lubi z kwiatuszka na kwiatuszek, a raczej z muszelki na muszelkę i to bez żadnych zobowiązań jak nie przymierzając krab pustelnik, co to jednej muszelce jest wierny, dopóki z niej nie wyrośnie - czyli w sumie też świnia, ale z odroczonym terminem draństwa. Lachryfagia to nic innego jak wykorzystywanie cudzych łez jako źródło pokarmu. Jak ktoś się skrzywił i zrobił minę w stylu "fuj" to całkiem niesłusznie. Łzy zawierają bowiem całkiem sporo odżywczego białka, lipidów czyli tłuszczy, kwasu askorbinowego czyli witaminy C, elektrolitów w postaci potasu i chlorku oraz glukozę i mocznik. Oprócz tego łzy wywołane stresem czy bólem zawierają zestaw hormonów - prolaktynę, ACTH, kortyzol, endorfiny. Nic więc dziwnego, że natura na drodze ewolucji wyprodukowała owady pełne współczucia, które nie opuszczą w potrzebie płaczącej istoty ludzkiej. Ale uczciwie napisać trzeba, że nie tylko ludzie są opijani na krzywy ryj, bo ćma nie pogardzi też łzami ptaków czy innych niż człekokształtne ssaków. Wśród leniwych ciem są też takie co są leniwe oraz niecierpliwe na maksa i nie chce im się czekać, aż ktoś zacznie płakać. Siadają więc przy oku i swoją długą owłosiona ssawkę wpychają między powieki, drażniąc oko i wywołując łzy co czyni je bardziej ludzkimi niż owadzimi, bo są tacy ludzie, których rajcuje cudza krzywda i łzy, co jest oczywiście chore, jeśli potem ich nie piją, a przecież zazwyczaj tego nie robią. 
No dobra, jeśli ktoś się wystraszył i postanowił od dziś spać pod moskitierą nawet zimą to uspokajam. Ten zestaw łzopijców występuje raczej z dala od Polski, głównie w Azji. U nas we śnie to tylko pająk kamikadze może nam wleźć do gardła lub nasz partner zrobić głupi, ale też bardzo ryzykowny dowcip przy pomocy swojego penisa, kiedy zaśniemy z otwartymi ustami, ale to temat na zupełnie inną opowieść. Jeżeli nie wybieracie się do Wietnamu czy Laosu odpocząć od zasp i mrozu to możecie spać spokojnie. Nasz klimat jest jeszcze póki co za surowy dla lachryfagów, choć złośliwi twierdzą, że to z powodu naszej wrodzonej martyrologii i zalewania się gorzkimi łzami, ćmy w odróżnieniu od szwagra z Poznania nie lubią z nami pić. Więc kraj bejbi kraj mimo, że no łomen no kraj i nie rycz mała nie rycz. 

A zdjęciowo dziś panna M ubrana jeno w Polaroid i jeden z plenerów na wspomnienie którego łezka się oku kręci. Plener PAW, 2018 rok. Plus panna M uchwycona gdzie indziej rok później, ubrana w szybę i refleksy światła. 
W obu przypadkach Kiev88 i zapewne tmax lub hp.










Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Majtki wyklęte.

 Jest taki stary dowcip, mówiący o tym, że kiedyś, żeby zobaczyć kobiece pośladki należało rozchylić majtki, a dziś, żeby zobaczyć majtki, należy rozchylić pośladki.  Natenczas właśnie , dzięki impulsowi słownemu od Pani Zofii przedstawię w miarę zwięźle historię damskich majtek. Historię teoretycznie długą jak pantalony, ale tak naprawdę jeśli chodzi o przedział czasowy to skąpą jak stringi. Wydawać by się bowiem mogło, że kobieca bielizna jest czymś tak oczywistym i naturalnym, że na pewno pierwsze majtki założyła Ewa zaraz po wygnaniu z raju i jedyne co jest w tej historii niejasne to tylko to jakiej były firmy. Tymczasem jak się okazuje nic bardziej mylnego, przez wiele, wiele wieków gacie jako okrycie intymnej części ciała były czymś zarezerwowanym tylko i wyłącznie dla mężczyzn. Taki na przykład żyjący 5300 lat temu na terenach dzisiejszego Tyrolu słynny człowiek lodu Ötzi, oprócz wierzchniej odzieży miał na sobie specjalną skórzaną przepaskę chroniącą genitalia. W XIII ...

Tyci, tyci.

Podobno ludzki organizm rośnie średnio do 20 roku życia. Potem mówi pas, koniec, wyżej nie da rady, ale kurcze zobacz ile mamy miejsca jeszcze po bokach. I żeby nie było, że to tylko dowcip to ostatnimi laty naukowcy z rożnych krajów (w tym również i Polski) postanowili zająć się kwestią otyłości i to otyłości szczególnej bo tej dotykającej żonatych mężczyzn. No i wyszło im czarno na białym, że tyją oni częściej, szybciej i w większej ilości niż ich nieżonaci rówieśnicy. Co jasno dowodzi kto jest bezsprzecznie winien temu, że faceci po ślubie grubieją. A wszystko się zaczęło oczywiście od Ewy, która sama zeżarła całe jabłko i biedny Adam musiał zjeść tłustego węża i potem nie mógł przejść przez ucho igielne i tak wylądował poza rajem, gdzie Ewa ujrzała jego nagość, której on sam wcześniej nie dostrzegał z powodu zaawansowanej lustrzycy, a jak wiadomo luster jeszcze wtedy u bogu nie było. Czy jakoś tak to szło, dokładnie już nie pamiętam, bo na religię przestałem chodzić dosyć wcześnie ...

Zombie.

Kiedyś (w tym wypadku słowo kiedyś oznacza jakieś dwadzieścia pięć lat wstecz) obejrzałem kilka filmów o zombie i dałem sobie spokój z kolejnymi. Czemu? Bo były do znudzenia powtarzalne. Nagła zaraza, epidemia, hordy żywych trupów, garstka niezarażonych i nieustająca zabawa w kotka i myszkę z tymi co mają mózg i tymi co chcą go zjeść. Strzelby, siekiery, piły łańcuchowe... zieeeew. Czyli nuda. Flaki (najczęściej dużo flaków) z olejem. Dlatego szerokim łukiem omijałem ten gatunek i poza dwoma wyjątkami nadal omijam. Pierwszym wyjątkiem był Zombieland. Rzec by można lekka i przyjemna komedyjka o zombie, dodatkowo z dwójką aktorów, których lubię, czyli Bill Murray grający samego siebie i Woody Harrelson. Drugim filmem, który mi się spodobał (ale to raczej ze względu na robiące wrażenie kadry i ujęcia) był/jest: Jestem legendą. Z Willem Smithem. Reszta jakoś mi nie podchodzi i już. I chyba dobrze, bo jak pokazało życie, nasze ludzkie wyobrażenia o zombie szerokim łukiem rozmijają się z rze...