Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2025

Postanowienie.

 "Za dzień, za dwa, za noc, za trzy, lecz nie dziś...". To oczywiście fragment znanej niektórym piosenki z naszego rodzimego prawie westernowego serialu "Prawo i pięść". Słowa napisała niezrównana Agnieszka Osiecka, muzykę niezrównany Krzysztof Komeda, a wykonał pieśń w 1963 roku niezrównany równie Edmund Fetting. Młodszym pokoleniom może też być ta melodia znana z coveru kapeli Strachy Na Lachy z wokalistą Grabażem. I choć tekst ten ma już tyle lat to jak ulał pasuje do tego co się wydarzyć ma już za chwileczkę, już za momencik. Czyli do opartego na bazie mieszaniny posylwestrowego kaca i euforii wysypu postanowień noworocznych głównie związanych z ogólnie pojętym samodoskonaleniem. Po 2 stycznia siłownie zapełnią się trenującymi, tysiące paczek papierosów wylądują w koszu, popłyną kanalizacją litry alkoholu, na drogi i chodniki wylegną niezdarni biegacze i równie uzdolnieni rowerzyści, będą oblegane przeróżne kursy - od nauki szydełkowania do jogi połączonej z med...

Opcja na bociana.

 W drugiej połowie czerwca miałem okazję pojeździć po Warmii i Mazurach motocyklem. Ciężkim, więc jeździłem raczej relatywnie wolno (policja może by miała ciut inne zdanie, ale oni zawsze się czepiają) kontemplując wszystko co mnie w drodze otaczało. Uwielbiam tamtejsze drogi, górki, pagórki, zakręty, drzewa z konarami w skraju jezdni (naprawdę je uwielbiam, więc piły i siekiery od nich precz), otwarte przestrzenie i tafle jezior połyskujące z bliży i oddali. Polubiłem też nawet mocno tam popularną sieć pewnych sklepów z prehistorycznymi gadami jakby w nazwie, bo mają dobrą metkę cebulową. Polskich sklepów, że tak wzniośle i patriotycznie dodam. I to nie tak, że bezkrytycznie jako turysta czy też najeźdźca lubię te dwa regiony. Mają one bowiem swoje wady. Czasami z mijanej fermy zaleci tak, że się rzęsy pod szybą kasku zwijają, bywa, że piękna nowa asfaltowa droga kończy się nagle i praktycznie bez ostrzeżenia za zakrętem, a dalej już tylko piach, gorący piach jak śpiewała Beata. T...

Cie choina.

 "Cie choina" to zwrot, którego często w stanach zdumienia, zakłopotania, ekscytacji, zamyślenia, ale też zupełnie bez przyczyny i znienacka używała jedna z moich babć, (zamieszkująca wówczas, a właściwie uczciwie do tematu podchodząc zamieszkująca notorycznie od urodzenia do śmierci) w niedużej rolniczej wsi bliżej naszej wschodniej granicy. Pacholęciem będąc fascynował mnie ten zwrot. Był jakże odmienny czy wręcz niewiarygodnie łagodny w porównaniu do znanego mi powszechnie podstołecznego czy stolicowego rzucania treściwszym mięsem bez zażenowania i krępacji. Zawsze wtedy wyobrażałem sobie niedużą choinkę rosnącą na rozświetlonej promieniem słońca leśnej polanie, wokół której na mchu mięciutkim jak puch baraszkowały zajączki pospołu z jeżykami, a nad nimi wesoło polatywały trznadle, strzyżyki, drzemliki, gągoły oraz stalugwy z ficlauzami... No dobra, może trochę mnie poniosło i lekko ściemniam, to w końcu nie Zaczarowany Świat Walta Dysneya. Ale choinkę sobie faktycznie wyo...

Biofobia.

Był taki okres w moim życiu kiedy namiętnie się narkotyzowałem. Lub jak kto woli ćpałem, odurzałem się, wprowadzałem baśniowe elementy do rzeczywistości (jak mawiał Himilsbach o piciu wódki dla odmiany), odlatywałem i permanentnie tkwiłem w stanie euforii czując się jednocześnie wolnym jak ptak i pyłkiem w świecie jaki mnie otacza. Co będzie dziwne na pewno dla niektórych - nie używałem do tego absolutnie żadnych niedozwolonych i zakazanych przez prawo substancji, ani tych legalnie dostępnych również nie. Zwyczajnie i prozaicznie chodziłem po górach. Wdrapywałem się na mniejszą lub większą górkę (tak wiem, wytrawni wydeptywacze górskich szlaków będą pewnie zdegustowani określeniem górka) i siadając na jej szczycie patrzyłem z góry na wszystko dookoła i odlatywałem ze szczęścia. I żadnych mi tu, że może tlenu mało, że pompka nie dawała rady, że lampka rezerwy w głowie świeciła czy innych takich tam. Po prostu w takich chwilach zawsze miałem w głowie refren piosenki starej dobrej punkow...

Neuropeptydy.

 "Do serca przytul psa, weź na kolana kota. Weź lupę - popatrz pchła! Daj spokój, pchła to też istota. Za oknem zasadź bluszcz. Niech się gadzina wije. A kiedy ciemno już i wszyscy śpią. I matka śpi, ojciec śpi, babcia śpi, córka śpi, żona śpi. Zapylaj georginie..."  Dawno temu tak śpiewał bard weteran polskich scen kabaretowych Jan Kaczmarek, głównie kojarzony z (jak byśmy dziś powiedzieli) formacją Elita. I być może przesłanie oryginalne tej jakże melodyjnej pieśni było zgoła inne, niż je dziś tu chcę przedstawić, ale taka jest moja koncepcja, tak ja to widzę... że tak pojadę innym klasykiem. Po krótkiej acz wnikliwej analizie organoleptycznej doszedłem do niepokojącego wniosku - dziś bowiem ze świecą szukać pozytywnych treści w przestrzeni medialnej jaka nas otacza. I nie jest tak do końca, że jest to związane jedynie z naszym wrodzonym narodowym narzekactwem, bo zjawisko braku pozytywnych treści jest zauważalnie globalne. Braki mamy w telewizji, braki mamy w Interneci...

Dr EjAj.

 Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, kiedy byłem jeszcze młodym chłopcem w okresie dojrzewania (żona złośliwie twierdzi, że ten etap akurat pominąłem w swoim rozwoju, ale to żona, więc wiecie, rozumiecie) nie było modnych później pisemek typu Bravo Girl, Filipinka czy Popcorn z poradami dla zagubionych lub niedoświadczonych nastolatków nieradzących sobie z porzucaniem wieku dziecięcego i nagłym pojawieniem się owłosienia łonowego. Nie było wtedy nawet Playboya w którym można by było podejrzeć jak z grubsza zbudowana jest kobieta, z tymże słowo grubsza w tym konkretnym przypadku odnosiło się wtedy do biustu, bo kiedy już pojawiła się nasza rodzima edycja Playboya (wcześniej docierały ukradkiem te niemieckie z rzadka prawilne amerykańskie) to wszystkie kobiety na łamach pisma prezentowały nader obfite i przepiękne biusty będące arcydziełami chirurgów plastycznych. Potem co prawda po wielu latach Playboy odszedł od tej mistyfikacji i pojawiać się zaczęły kobi...