Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2024

Karpiem między oczy.

 Już za chwileczkę, już za momencik w Polsce na nowo rozgorzeje tradycyjna świąteczna dyskusja na temat tego, czy karpia godzi się sprzedawać żywego czy nie. Oczywiście obrońcy starej dobrej komunistycznej tradycji dla ubogich będą za, bo przecież nie ma nic bardziej zajebistego niż bydle z łuskami pływające w tyciej wannie w ich i tak przyciasnej łazience, które potem trzeba po cichu - żeby dzieci tego nie oglądały - walnąć młotkiem między oczy i wypatroszyć nożem. Przeciwnicy, czyli obrońcy praw zwierząt nawet siłą wyjętych z wody, będą naturalnie całkowicie przeciw, bo to niehumanitarne i nieludzkie i nierybie nawet bym powiedział. Osobiście prywatnie, publicznie i zasadniczo deklaruję iż jestem po stronie tych drugich i to od dawien dawna, kiedy nie było to jeszcze modne. Raz, że jako ludzie jesteśmy wystarczająco niehumanitarni wobec siebie i nie ma co w to wciągać jeszcze niewinnych zwierząt, dwa, nie słyszałem jeszcze ani razu, żeby własnoręczne zabicie karpia poprawiło jego...

Majtki wyklęte.

 Jest taki stary dowcip, mówiący o tym, że kiedyś, żeby zobaczyć kobiece pośladki należało rozchylić majtki, a dziś, żeby zobaczyć majtki, należy rozchylić pośladki.  Natenczas właśnie , dzięki impulsowi słownemu od Pani Zofii przedstawię w miarę zwięźle historię damskich majtek. Historię teoretycznie długą jak pantalony, ale tak naprawdę jeśli chodzi o przedział czasowy to skąpą jak stringi. Wydawać by się bowiem mogło, że kobieca bielizna jest czymś tak oczywistym i naturalnym, że na pewno pierwsze majtki założyła Ewa zaraz po wygnaniu z raju i jedyne co jest w tej historii niejasne to tylko to jakiej były firmy. Tymczasem jak się okazuje nic bardziej mylnego, przez wiele, wiele wieków gacie jako okrycie intymnej części ciała były czymś zarezerwowanym tylko i wyłącznie dla mężczyzn. Taki na przykład żyjący 5300 lat temu na terenach dzisiejszego Tyrolu słynny człowiek lodu Ötzi, oprócz wierzchniej odzieży miał na sobie specjalną skórzaną przepaskę chroniącą genitalia. W XIII ...

Choreomania.

"...Wtańcz mnie w swoje piękno i niech skrzypce w ogniu drżą Przez paniczny strach aż znajdę swój bezpieczny port Pieść mnie nagą dłonią albo w rękawiczce pieść Tańcz mnie po miłości kres." * Powyższy tekst to oczywiście ostatni wers piosenki p.t. "Dance Me to the End of Love", znanego acz niestety nieżyjącego już jakiś czas artysty Leonarda Cohena. Tekst który w mojej osobistej ocenie łączy w sobie miłość, muzykę i taniec oraz jak wynika z moich obserwacji organoleptycznych bywa dosyć często grany na weselach (ale nie tylko), w charakterze tak zwanego pierwszego tańca, który tradycyjnie inicjuje Para Młoda. I zasadniczo słusznie, bowiem ten pierwszy taniec (nadal w mej osobistej ocenie), jeśli już musi się odbyć, to nie do byle jakiego umpa umpa, tylko do muzyki niosącej dla nowożeńców jakiś ładunek emocjonalny, odświeżający wspomnienia, dający nadzieję na przyszłość, itp. Potem już można tańczyć do wszystkiego, nawet do byle czego jak to często właśnie bywa. Bywa ...

Latarnik.

"Wyobraźmy sobie, że istnieje stan, który sprawia, że człowiek staje się drażliwy, przygnębiony i skupiony na sobie, i wiąże się to z 26-procentowym wzrostem prawdopodobieństwa wystąpienia przedwczesnej śmierci. […] Stan ten jest zwykle odwracalny, ale zdroworozsądkowe rozwiązania nie są pomocne. Dochód, wykształcenie, płeć i pochodzenie nie zapewniają ochrony przed nim, a stan ten jest zaraźliwy”. Nie jest to niestety fragment kolejnej apokaliptycznej powieści. Ani fragment filmu o zombie. Tylko pierwsze słowa wykładu profesora Johna Cacoppo, który poświęcił 30 lat swojej naukowej kariery na badaniu samotności. I nie chodzi tu o samotność długodystansowca, latarnika Skawińskiego, Robinsona Cruzoe, Golluma z jego pierścieniem czy Tańczącego z Wilkami. Mowa bowiem o samotności w tłumie. Już w latach 50tych XX wieku w Stanach Zjednoczonych ukazała się książka Davida Riesmana „Samotny tłum”, która wywołała falę burzliwej dyskusji na temat tego czy samotność podobnie jak depre...