Od jakiegoś czasu obserwuję w naszym kraju narodziny nowej świeckiej tradycji. Jeżeli w przestrzeni publicznej pojawia się jakikolwiek temat lub problem natychmiast naród dzieli się mniej więcej na pół. Jedna połowa jest za, druga przeciw, niezależnie od stopnia wiedzy, zaangażowania czy partykularnych interesów. Zupełnie jakby niezajęcie jakiegokolwiek stanowiska z automatu oznaczało absenteizm i groziło co najmniej karą grzywny. Wręcz odnoszę nieodparte wrażenie, że im mniej się ktoś na czymś zna tym większą czuje potrzebę zabrania głosu w danej sprawie. Nie inaczej jest w przypadku tak zwanego strajku rezydentów. Od prawie trzech tygodni trwa głodówka i strajk w jednym z Warszawskich szpitali. Od kilku dni do tego protestu przyłączają lekarze z innych placówek i miast oraz kolejni zapowiadają wzięcie udziału w proteście rozumiejąc jak fatalny jest od wielu lat stan służby zdrowia w Polsce. A co tam panie w narodzie? Oczywiście za i przeciw. Ci co za, całkiem rzeczowo mówią i piszą ...
Fotografia niepotrzebna.