Drogi Donaldzie. W ostatnim liście pytałeś co tam w Twoim ukochanym kraju, tym kraju, słychać. Odpowiadam wywołany do tablicy: bez zmian. Prawica z prawicą się żre, opozycja stoi okoniowi ością w gardle, ksiądz, pan i pleban odzyskują krok po kroku przynależne sobie średniowieczne przywileje, chłop orze jak może, jak nie może to robi dzieci bo umie łączyć przyjemne z pożytecznym, pielęgniarki strajkują bo je na to stać, Powiatowa Beata wciąż marzy, żeby Jarek ją wycałował w PiSie, a rubel, tfu! złoty spada w dół w porównaniu do franka. Jak pisałem bez zmian. Pytałeś też co u mnie? W pierwszych słowach mego listu zapewniam Cię, żem zdrów. Ale opowiedzieć koniecznie Ci muszę moją ostatnią przygodę. Podróżując całkiem niedawno po Twoim kochanym kraju, tym kraju, a dokładnie po jego północno wschodnich rubieżach, gdzie dziadek Twój tak dzielnie stawał naprzeciw Armii Czerwonej, tuż przy granicy z tak zwanym Obwodem Kaliningradzkim natknąłem się na leśny obóz turystek z Anglii (jak same ...
Fotografia niepotrzebna.