Internet, a szczególnie media społecznościowe całkowicie odmieniły nie tylko sposób komunikowania się z innymi, ale też zasięg tej komunikacji czy też jej natychmiastowość. Poprzez sieć przesyłamy ogromne ilości informacji - tej pisanej oraz wizualnej, docierając bez problemu w krótkim czasie do rodziny, znajomych, ale też znajomych znajomych czy też ostatecznie do obcych nam zupełnie osób. Wydawać by się mogło, że bez przerwy, 24 godziny na dobę jesteśmy otoczeni ludźmi. A mimo to coraz więcej osób, zarówno młodych, jak i dorosłych, mając wirtualnie tysiące znajomych i obserwujących zgłasza poczucie samotności i izolacji. I nie chodzi tylko o to, że samotność w znaczeniu podstawowym to przebywanie (chwilowe lub długotrwałe) w pojedynkę w odosobnieniu, ale głównie o to, że jest to stan poczucia braku więzi i bliskich relacji, które sprawiają, że człowiek czuje się mimo wszystko odizolowany od innych. Bowiem nie liczba kontaktów stanowi o naszym poczuciu bycia samotnym lub nie, a ich jakość, intensywność oraz autentyczność. Od wielu lat żyjemy ze smartfonem w ręku w bańce iluzji. Lajki, komentarze (te pozytywne), dzielenie się radosnymi chwilami, pozwalają co prawda na chwilę podnieść poziom samopoczucia, ale równie szybko ta euforia znika i wokół nas pozostaje pustka. Jeżeli dołożymy do tego złudność cudzego życia oglądanego w sieci, z którym bardzo często porównujemy swoje, mamy gotowy przepis na samotność. Co w konsekwencji prowadzi do wzrostu kortyzolu w organizmie (hormon stresu) i w rezultacie do stanu przewlekłego napięcia prowadzącego do osłabienia odporności, zaburzenia snu, zwiększenia ryzyka chorób serca oraz głównie do depresji, o wpływie której na życie chyba nie trzeba nikomu pisać. Niestety samotność w naszych czasach, w krajach wysokorozwiniętych jest zjawiskiem samo napędzającym się. Im bardziej czujemy się odizolowani tym bardziej odsuwamy się od ludzi, im bardziej się odsuwamy, tym bardziej narasta poczucie samotności i tym chętniej zanurzamy się w świecie wirtualnych znajomości, których przebieg z czasem może się zmieniać, bowiem zgodnie z badaniami naukowców długotrwała samotność prowadzi do zmian neurologicznych w naszym mózgu: z czasem coraz trudniej ignorować nam nieistotne informacje, które wyolbrzymiamy lub nadajemy im zupełne inne znaczenie, często interpretując je jako zagrożenie, co jeszcze bardziej prowadzi do izolacji społecznej przy jednocześnie coraz wyższej nadwrażliwości na potencjalne sygnały mogące zagrażać naszemu poczuciu bezpieczeństwa. Ten stan prowadzi także do jeszcze innego zjawiska: osoby żyjące w stresie, depresji, stanie fałszywego zagrożenia, częściej stają się egocentrykami skupionymi jedynie na własnej racji, własnym dobrobycie, co ponownie prowadzi do pogłębiania własnej... samotności.
Żeby nie było: każdy kij ma dwa końce, a taka proca ma nawet trzy. Niewątpliwie kontakty z innymi ludźmi zmniejszają ryzyko depresji, sprawiają, że nasz
mózg wolniej się starzeje, a samo przebywanie wśród ludzi poprawia też nasz
ogólny stan zdrowia i wydłuża życie, podczas gdy samotność przynosi cały
szereg opisanych wyżej negatywnych skutków, ze zmianami w mózgu włącznie. Niemniej zbyt duża liczba powierzchownych znajomości (tych realnych, nie wirtualnych) czy też zbyt duża intensywność w kontekście ilości spotkań i przebywania ze sobą, również potrafi nam zaszkodzić i w podobny sposób prowadzić może do izolacji społecznej oraz poczucia zmęczenia, irytacji i stresu. Wracamy więc na końcu do początku: nie liczba kontaktów stanowi o naszym poczuciu bycia samotnym lub nie, a ich jakość, intensywność oraz autentyczność. Więc zanim skorzystacie z rady: wyjdź do ludzi, spróbujcie poznać siebie i swoje potrzeby, bowiem każdy z nas ma inny temperament i potrzebuje innego natężenia relacji międzyludzkich. Jedyne co jest ważne, to to, by były one niewirtualne. A przynajmniej nie w każdym przypadku i formie.
U mnie dziś zdjęciowo Weronika, z którą wybrałem się na łyżwy. Tak jakby. Wiosna co prawda wykluczyła na jakiś czas tę formę spędzania wspólnie czasu, zwłaszcza jeśli jesteście konserwatystami i potrzebujecie do tego lodu, ale możecie przecież korzystając ze słońca za oknem (za oknem prawdziwym, nie tym w telefonie) i posłuchać rady Grabarza z formacji Strachy Na Lachy: Chodźmy dziś na spacer, na przechadzkę w stylu retro... Tylko tak wiecie naprawdę retro, jak dawniej, noga w nogę, rozmawiając. Być może nawet szczerze...
na przechadzkę w stylu retro.
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/strachy-na-lachy/spacer-do-strefy-zero
Komentarze
Prześlij komentarz