Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Popełniłem grzech pychy. I to wiele, wiele lat temu. I dopiero niedawno zrozumiałem swój błąd. Ale w kwestii owego błędu, to po trosze winni temu są Amerykanie. Nie chodzi mi teraz oczywiście o jankeską modę na wtrącanie się w każdy globalny konflikt zbrojny. Ale o kinematografię, a konkretniej o gatunek filmowy zwany westernami, z których onegdaj słynęło na cały świat Hollywood. Co prawda przez bardzo krótką chwilę kino niemiecko-jugosłowiańskie przy pomocy prozy Karola Maya i jego bohaterów czyli Winnetou i Old Shatterhanda (Grzmocąca ręka - przypadek? Nie sądzę.) próbowało konkurować z amerykańskim, niemniej ostatecznie wygrało to ostatnie. I dlatego to ostatnie jest winne. Trochę. Nie dlatego, że pokazywało świat kowbojów, Indian, ale dlatego, że przy okazji pokazywało też czasami i Amiszów. I właśnie przez owych Amiszów oglądanych na ekranie telewizora grzech pychy popełniłem. Kiedy patrzyłem na ich świat odrzucający większość te...
Fotografia niepotrzebna.