Wbrew temu co pewnie niektórzy sądzą po tytule, nie będzie ani słowa o związkach partnerskich, ani o braku szacunku dorosłych wobec dzieci. Będzie za to trochę wspominkowo. Bo chciałbym tym razem przypomnieć postać legendarnego polskiego muzyka nowego pokolenia. Co oznacza, że nie będzie o Mieczysławie Foggu, Ryśku Rynkowskim ani Niepołomskim. Bo będzie za to o wokaliście i autorze tekstów trochę bardziej rockowych, choć nieco czasami tkliwych, naiwnych życiowo i romantycznych. Chciałbym bowiem przypomnieć dziś postać Bogdana Łyszkiewicza, lidera zespołu Chłopcy z Placu Broni. Sama nazwa zespołu nawiązująca jawnie do książki młodzieżowej (ale czy tylko?) węgierskiego pisarza Ferenca Molnara i z góry pozwala domyśleć się wrażliwości Bogdana i chyba nikt nigdy nie miał wątpliwości z którym bohaterem książki się Łyszkiewicz identyfikował jak i również nie było wątpliwości, który zespół muzyczny wywarł na nim największe wrażenie - nosił się jak jeden z Beatelsów, przez co często był nazywa...
Fotografia niepotrzebna.