Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2020

Płodozmian.

 Jakiś czas temu Aszdziennik zajmujący się wymyślaniem i publikowaniem fałszywych, acz często kontrowersyjnych informacji ogłosił całkiem uczciwie i niefałszywie, że coraz trudniej jest redaktorom Aszdziennika pełnić swoją "fejkową" misję, bowiem konkurencja ze strony rządu PiS w tworzeniu kretyńskiej rzeczywistości i jeszcze bardziej kretyńskich informacji jest zdecydowanie zbyt mocna. Przypomniało mi to, jak czasami we własnym mniemaniu na wyrost opisywałem czekającą nas przyszłość, wieszcząc mniejsze lub większe apokalipsy życia obyczajowego i społecznego. Dłubiąc w nosie oraz bujając w chmurach dwóch rzeczy nie przewidziałem (na pewno nie przewidziałem ich jeszcze więcej, więc spokojnie, wszystko przed nami): koronawirusa, który niespodziewanie i błyskawicznie w znacznym stopniu wywróci znany nam świat do góry nogami oraz rządów idiotów w Polsce, którzy wywracają nasz świat do góry nogami od dłuższego czasu zupełnie bezkarnie. No może gwoli ścisłości pierwszą wygraną PiS ...

Matka Boska nam pomoże.

 "Matka Boska nam pomoże, bo ją bardzo dobrze znamy, biskup śpiewa, a chłop orze, Amerykę przeganiamy...". To oczywiście fragment "starej" już piosenki Big Cyca pod znamiennym tytułem "Polacy". Pasuje jak ulał do ostatniej wizyty Sanepidu na Jasnej Górze. Jak podają media główny Inspektor Sanitarny wraz z delegacjami poszczególnych stacji sanitarno- epidemiologicznych postanowili się udać na Jasną Górę, by wymodlić u Matki Bożej ustanie pandemii i siły do dalszej służby społeczeństwu.  Szczerze mówiąc, czy też pisząc nie mam zielonego pojęcia skąd taki pomysł u głównego Nadszyszkownika Sanepidu. To znaczy ogólnie jakoś tam z grubsza rozumiem potrzebę niektórych jednostek do posiadania wyimaginowanego przyjaciela z którym rozmawiają, powierzają mu swoje sekrety czy też modlą się do niego w różnych sprawach. Nie rozumiem natomiast oczekiwania, że akurat w tej sytuacji, owa Matka Boża zareaguje pozytywnie na wznoszone petycje, skoro nie reagowała podczas osta...

Człekokształtne.

W Polsce już tak jest, że im mniej ktoś wie, tym chętniej się wypowiada, zwłaszcza w dziedzinach o których nie ma zielonego pojęcia lub, które go kompletnie nie dotyczą. Przypadłość ta jest niezależna od przynależności do jakiejkolwiek grupy zawodowej, społecznej czy intelektualnej, choć jak chyba słusznie podejrzewają wnikliwi obserwatorzy, jest mocno zależna od poziomu i jakości wykształcenia.  I tak lekko tylko parafrazując w istocie przeznaczenia słów pana Kubę Sinkiewicza z Elektrycznych Gitar: rodzą się szajby małe i biedne, karmię się nimi i karmić będę. Objawił się nam bowiem kolejny sukienkowy myśliciel ambonowy, czyli nijaki biskup Zawitkowski, który to w ramach obelgi jak mniemam, teatralnie podczas kazania w kościółku zapytywał zaocznie i domyślnie niejaką Margot słowami: "Zbrodniarzem jesteś czy bohaterem? Ocalasz czy gubisz Pospolitą Rzecz? Tak miś się odczłowieczył? Czyżbyś zszedł do rzędu człekokształtnych?".  Z jednej strony uznać trzeba, iż biskup będący...

Święto Fotografii.

 "Ujrzeć ją nagą chęć we mnie najszczersza, Podszedłem: Proszę, pozuj mi do wiersza." Jak udowadnia powyższa fraszka, autorstwa Jana Sztaudyngera nie aparat czyni fotografa, lecz afirmacyjna postawa podejścia do życia - co według opisu mistrza Sztaudyngera cechowało jego samego jak i jego twórczość. Niemniej dziś 19 sierpnia z okazji Święta Fotografii przybliżyć chciałbym na szybko historię tej dziedziny sztuki i moment wkroczenia aparatów pod strzechy.  Jak wiadomo, ludzie od wieków posiadali potrzebę uwieczniania obrazów, upływającego czasu, zapisywania w ten sposób historii. Zaczęło się oczywiście od rysunków naskalnych, niesłusznie nazywanych prymitywnymi czego dowodem jest Picasso, Nikifor czy Ernst. Potem bywało też różnie, poprzez koszmarki średniowiecznego malarstwa sakralnego i renesansowo barokowe kiczowate jelenie na rykowisku czy wyfiokowane aniołki z gołymi półdupkami, aż po wiek XIX kiedy Francuz Joseph Niépce przy pomocy asfaltu syryjskiego utrwalił po raz pier...

Królowa Bona.

Choć królowa Bona Sforza d’Aragona, znana jako ta, co sprowadziła do naszego kraju włoszczyznę, ale także jako żona Zygmunta Starego, królowa Polski i wielka księżna Litwy, niewątpliwie za sprawą siły swojego charakteru i szeregu reform wprowadzonych w Rzeczpospolitej obojga narodów, była postacią niezwykle barwną i godną wnikliwszej uwagi, to dziś nie o niej będzie. Bo dziś będzie o coraz powszechniejszym zjawisku jakie daje się zauważyć u nas, czyli o królowej bona, a właściwie królowych bonów, bo jest ich niezliczona ilość. Czyli o "madkach" swoich "bombelków". Nie neguję w żaden sposób trudów macierzyństwa, ani też niejednokrotnie poświęcenia przez kobiety własnych ambicji na rzecz rodziny i wychowania potomstwa. Raczej chylę czoła, zarówno przed tak zwanymi gospodyniami domowymi zajmującymi się od rana do nocy domem, przychówkiem i niejednokrotnie mężem, jak i przed kobietami, które w zadziwiający sposób łączą życie prywatne z równie intensywnym życiem zawodowy...